Wypoczywam na wakacjach i obiecałem sobie, że do końca sierpnia nie będę się przejmować Grześkiem Lato. Ale się nie da. Słyszałem, że znów mnie gdzieś zaatakował. Powiedział, że do Wrocławia nie jeździłem z pewnością na kawę, sugerując, że mam coś wspólnego z aferą korupcyjną i byłem w prokuraturze.

Owszem, byłem w prokuraturze i zeznawałem jako świadek w sprawie jego sekretarza generalnego.

Po drugie. Grzegorz współczuje panu Cackowi, który jest właścicielem Widzewa i kupił ode mnie kota w worku. Bo niby ja wiedziałem, że Widzew kupował mecze. Jeśli prawdą jest, że nie ma trenera, który nie wie, co się u niego w drużynie dzieje, to Grzegorz strzela sobie sam w stopę. Trenerem Widzewa był wówczas nasz wspólny przyjaciel Stefan Majewski, którego Lato kreuje na selekcjonera reprezentacji Polski. Poza tym jak Grzesiek tak współczuje Cackowi, to dlaczego nie wycofał skargi PZPN do Sądu Najwyższego o ukaranie klubu degradacją?

Po trzecie. Pan prezes bredzi coś o jakimś meczu Ruchu Chorzów z Widzewem sprzed trzydziestu lat, w którym Widzew wygrał 4:2 i utrzymał się w lidze, a ja rozdawałem karty. Lato kłamie, nie było takiego meczu, w którym Widzew wygrał w takim stosunku.

Po czwarte. Lato kłamie, że wykreślił mnie w PZPN ze wszystkich możliwych list. Jak okazało się, że prezesem został Grzesiek, to sam się wykreśliłem z komisji marketingowej.

Po piąte. Podobno Platini jest zaprzyjaźniony z Grześkiem i opowiada o mnie dziwne rzeczy. Jak ostatnio Michel był w Polsce, to dwa razy do mnie dzwonił i dawał Grześka do słuchawki. Grzesiek skamlał, żebyśmy się wreszcie dogadali, ciekawe dlaczego wpadł na taki pomysł.

Po szóste. Dlaczego w ogóle odpowiadam na jego zaczepki? Bo w Polsce utarło się, że jak ktoś milczy, to znaczy, że jest winny. Szef Orange Sport Janusz Basałaj puścił mi ostatnio niepublikowany materiał, w którym Grzesiek jest kompletnie na bańce i różne dziwne rzeczy wygaduje. Sam mu doradzałem, żeby tego nie prezentował, bo przecież w Polsce nie tacy ludzie jak Lato bywali nawaleni i nic się nie stało. Każdemu z nas może się zdarzyć. Gorzej, że Grzegorz najprawdopodobniej w tym stanie znajduje się notorycznie. Wypowiada się, jakby był na dużej bańce i pod jej wpływem wprowadza nowe standardy.

No i na koniec, przypomina mi się w tym kontekście staropolskie przysłowie, o tym chłopie, co wyjechał ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy...

Muszę już kończyć, lecę na plażę, jak mnie Grzesiek dalej będzie szczypał, to będę go natychmiast prostował.