"Czy ma pan już przygotowaną posadę w Lechu Poznań" - zapytaliśmy Pawła Janasa. "Nie mogę się zarzekać, że nie spróbuję podjąć tam pracy. Nie stać mnie na bezrobocie. Nie mam odłożonych pieniędzy" - odparł. "Budowa willi tak pana wykończyła finansowo" - ciągnęliśmy wątek. "I żona, z którą wciąż się rozwodzę..." - dodał.

Z Janasem rozmawialiśmy siedemnastego kwietnia. Tyle że 2006 roku. Wywiad ukazał się dzień później, dokładnie rok temu w pierwszym numerze dodatku sportowego DZIENNIKA. Janas przedstawiał w nim kiepską sytuację swojej reprezentacji, która szykowała się na niemiecki mundial, i przewidywał swój los po ewentualnym niepowodzeniu. "Jeśli w Niemczech zaprezentujemy się beznadziejnie, nawet Listkiewicz mnie nie obroni" - mówił.

Sprawdziło się co do joty, a wątek podjęcia pracy w Lechu Poznań jest nawet bardziej aktualny niż wtedy. Wiele wskazuje na to, że Paweł Janas chce wrócić do gry.

Od czasu podjęcia kontrowersyjnej decyzji o nominacjach na mundial Janas odcił się od futbolowego świata. Wyraźnie nie wytrzymał psychicznie presji. Nigdy nie potrafił zagrać pod publiczkę, ale niepotrzebnie tak ostentacyjnie grał przeciwko niej. Z mundialu, poza beznadziejną grą naszej drużyny, wszyscy zapamiętali grubiańskie wypowiedzi trenera podczas konferencji prasowych. Nieświadomie zrobił z siebie opryskliwego mruka, który każde pytanie traktował jak atak na własną osobę. Modelowy syndrom oblężonej twierdzy.

A przecież każdy, kto zna Janasa osobiście, wie, że to przesympatyczny, dowcipny facet. Zrobił sobie czarny PR na własne życzenie. Między innymi dlatego cały stadion w Hanowerze podczas ostatniego meczu z Kostaryką, zresztą wygranego, zaśpiewał mu "Janas Auf Wiedersehen" I nie udało mu się nawet honorowo podać do dymisji, choć planował zrobić to zaraz po meczu. Michał Listkiewicz, którego uważał za swojego przyjaciela, namówił go, aby nie rezygnował. Później jednak prezes PZPN, ratując własny tyłek, zwolnił trenera, aby z przytupem zatrudnić Leo Beenhakkera. Janas obraził się niemal na wszystkich i na dobre zaszył w swoich Wronkach.

Od czasu mundialu nie udzielił ani jednego wywiadu, na futbolowych salonach nie bywał, sporadycznie można go było spotkać na ligowych meczach, nie mówiąc o reprezentacyjnych. "Jeśli podejmie gdzieś pracę, to raczej za granicą. Nasz naród jeszcze mu nie wybaczył. Polscy kibice na razie chyba by go nie zaakceptowali" -mówił pół roku temu jeden z jego dawnych współpracowników.

Jego były asystent Maciej Skorża przyznał, że Janas zatelefonował do niego i pytał, czy byłby w stanie pojechać z nim do pracy gdzieś bardzo daleko. Mogło chodzić o jeden z klubów rosyjskich lub arabskich. Ostatecznie egzotyczny wyjazd nie wypalił. Nie sprawdziły się też spekulacje, że Janas będzie kierował Maciejem Skorżą z tylnego siedzenia w Grodzisku Wielkopolskim.

Leśne, spokojne życie wyraźnie się jednak ostatnio Janasowi znudziło. Były selekcjoner pojawia się na meczach w Kielcach, Grodzisku, Poznaniu i Warszawie. Wszędzie tam ma szansę dostać pracę. W dwóch pierwszych klubach na razie na zmianę trenera się nie zanosi. Ale za to w Lechu i Legii jak najbardziej. I wiele wskazuje na to, że oba kluby stanęły właśnie do przetargu o bezrobotnego trenera.

Większe szanse ma oczywiście Lech, bo jego właściciele z koncernu Amica byli przez lata pracodawcami Janasa (na czas pracy w reprezentacji dali mu urlop), a prezes Jacek Rutkowski darzył trenera ogromnym szacunkiem i przyjaźnią. Poza tym nowy szkoleniowiec miałby blisko do domu, co akurat w jego przypadku jest niezwykle cenne, jeśli nie kluczowe.

Za Legią idą jednak sentymenty i splendor. Przecież w Warszawie kończył karierę jako zawodnik, tu mieszkają jego dzieci, z Legią zdobywał mistrzostwo Polski. I jako pierwszy polski trener wprowadził drużynę do Ligi Mistrzów, docierając z nią aż do ćwierćfinału. "Słyszałem coś o tej Legii, ale tylko z prasy" - zastrzega dyrektor sportowy Lecha Poznań i jeden z najbliższych przyjaciół Pawła Janasa, Marek Pogorzelczyk.

"Moim zdaniem przyszedł już czas, aby Paweł wrócił na trenerską ławkę. Dla Legii bardzo wiele zrobił i jestem przekonany, że mógłby jeszcze zrobić. Ile można rozpamiętywać ten mundial? Przede wszystkim to jednak nikt nie powinien zapominać, że dzięki Janasowi tam pojechaliśmy. Nie jest tak, że po Pawle widać jakieś piętno mundialu. Już to po nim spłynęło, dawno odzyskał poczucie humoru" - przekonuje Pogorzelczyk.

"Zawsze mówiłem, że polskiej piłki nie stać na to, aby taki trener jak Janas nie prowadził żadnego zespołu. Ale nie można człowieka do niczego zmuszać. Jakiś czas temu Pawła interesowała tylko praca za granicą. Ale może zmienił zdanie. Przyszła wiosna, jest zielono i ciepło..." - zastanawiał się wykreowany przez Janasa i walczący obecnie o Puchar Polski z Groclinem Maciej Skorża.