Sceptycy twierdzą, że Beenhakker jest dokładnie takim samym trenerem jak ci z Polski, tyle że wy jesteście w niego zapatrzeni, niemalże zakochani...
Podejrzewam, że ci, którzy wypowiadają takie sądy nie znają Holendra. Oceniają go po kilku prasowych wywiadach czy konferencjach. Nauczyłem się tego, że aby kogoś ocenić trzeba zobaczyć go w różnych ekstremalnych sytuacjach.

Pan go widział?
Tak. To jest człowiek, który potrafi wytrzymać ciśnienie. Jego spokój udziela się. W odpowiednim momencie krzyknie, albo rozładuje ciśnienie jakimś żartem. To jest sztuka.

Jego słowa wytrychy, argumenty o jasnej stronie księżyca, przemówiły do was podczas meczów z Portugalią i Belgią. Jednak w ostatnim meczu z Armenią, mimo że wygranym, znów widać było niepewność...
Inaczej człowiek mobilizuje się na mecz przeciwko Cristiano Ronaldo i tego typu gwiazdom, a inaczej na taką drużynę, jak Armenia. Nie jestem w stanie tego do końca wytłumaczyć. Może trochę nas Portugalia zlekceważyła, a z Armenią byliśmy bardziej zmęczeni?

A jak jest teraz? Właściwie każdy z was przyjechał do Wronek będąc w innej sytuacji. Jedni sezon skończyli już dawno, inni kilka dni temu. Kilku wciąż
gra...

Rok temu, tuż przed wyjazdem na mundial była podobna sytuacja. Nie da się przełożyć tych meczów, które nas teraz czekają. To jest problem dla trenera. On musi dobrać odpowiedni trening do każdego. Jednego przydusić, innemu odpuścić. Musimy pracować przede wszystkim nad zgraniem. Tak, aby grać szybko, z pierwszej piłki.

Obok Jacka Bąka i Jacka Krzyżówka jest pan najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Czuje się pan autorytetem?
Czuję się na tyle dobrze i swobodnie, że chciałbym zarażać dobrą energią tych zawodników, którzy przychodzą do kadry. Żeby nie było bariery między młodymi i starymi. Powołanymi pierwszy raz i 70.

Piłkarze zawsze powtarzają jak w kadrze jest wyjątkowo i fajnie. Za czasów Engela był awans, za Janasa także. A na koniec zawsze klops. Teraz sytuacja się powtarza?
Teraz jest trochę inaczej. Więcej jest w kadrze zawodników świadomych tego, co chcą osiągnąć i o co grają. Już przyjeżdżając po raz pierwszy chcą wygrać, być potrzebnymi. Mecz z Portugalią to potwierdza. Weszło trzech czy czterech młodych wilków, którzy nie mogli przecież pochwalić się jakimś wielkim dorobkiem i zasuwało bez żadnych kompleksów, aż miło.

Wcześniej młodzi przyjeżdżali na zgrupowania reprezentacji przestraszeni?
Pierwsze moje powołania do kadry to nie był łatwy czas. Wspomnę takie nazwiska, jak Matysek czy Koźmiński. Potrafili zdrowo ryknąć na człowieka. Musiałem ich poznać, zaufać im. Potrafili człowieka doprowadzić do porządku. Inaczej było też za Engela. Ja bardzo tęskniłem do takiego samopoczucia, jakie mam teraz, gdy czuję się swobodnie, na luzie.

Teraz w kadrze "fali" już nie ma?
Każdy z nas ma w sobie wewnętrzną dyscyplinę. Wzajemnie się mobilizujemy. Wnieśli to holenderscy trenerzy Beenhakker i Hoek. To co teraz widzę w reprezentacji przypomina mi mój okres gry w Belgii. Każdy trening jest przeprowadzany w pozytywnej atmosferze. Każdy błąd jest sygnałem do tego, aby go spróbować naprawić. Mobilizować, ale nie krzykiem, nie masakrowaniem psychiki. Cały czas pozytywnie. Wtedy człowiek sam odnajduje w sobie rezerwy. A zarazem odczuwa wstyd, kiedy kilka razy zrobi coś źle.

Skąd się bierze ta plaga kontuzji, która ostatnio przed każdym meczem dopada reprezentację?
Większość z nas ma teraz miejsce w swoich klubach. Dawniej przyjeżdżaliśmy na zgrupowania z wypoczęci, z ławki rezerwowych albo z trybun.

Kiedy rozegrał pan ostatni poważny mecz?
Miesiąc temu, w dniu swoich 31. urodzin. W ostatnich spotkaniach trener Olympiakosu dał zagrać rezerwowym. Ale występowałem w sparingach. Choćby w Libii czy w meczu gwiazd. Cały czas się ruszałem. Mam samodyscyplinę. Te dwa mecze są przecież niezwykle istotne. Można zapewnić sobie dzięki nim chwałę, albo zepsuć wakacje. Bo będzie trzeba z kraju uciekać...

Z kadry zniknęło już wielu pana rówieśników, którzy uchodzili za bardziej utalentowanych. A pan ciągle gra...
Sam się zastanawiam jak to jest. Patrzę na siebie od najmłodszych lat - nigdy nie byłem najbardziej utalentowanym, nie wyróżniałem się. Ani w juniorach, ani w Drukarzu, w Polonii czy później w Mouscron, Anderlechcie czy Olympiakosie. Rzetelność. To jest coś co mnie prowadzi. Nie odpuszczam treningów bez względu na to czy jest gorąco, czy się zabawiłem poprzedniego wieczora. Swoje obowiązki traktuję serio.

Warszawski charakter?
Wyjeżdżając z Warszawy miałem bardzo warszawski charakter. Ale obcowałem z ludźmi w różnych miejscach i, mimo że pochodzę ze stolicy, to jestem postrzegany pozytywnie.

Czego można spodziewać się na Zakaukaziu?
Gorąca. Tam będzie upał. Poza tym takie drużyny w domu zawsze chcą się pokazać. Będą chcieli nam powiedzieć: Tu jest Azerbejdżan; Tu jest Armenia. Wiem co mówię, bo grałem w Baku z Anderlechtem. W pierwszym meczu swobodnie wygraliśmy 3:0. Pojechaliśmy tam i było 1:0 dla nich. Ci piłkarze mają ogień w oczach, grają tak, jakby chcieli cię zabić. Jesteśmy jednak na tyle inteligentni piłkarsko, że sobie z nimi poradzimy.

Cztery punkty zdobyte podczas tego wyjazdu to będzie dobry rezultat?
Nie będzie tragicznie, ale jedziemy po sześć.