Sprawa dotyczy wpisu na temat mężczyzny śmiertelnie postrzelonego 15 grudnia przez antyterrorystę podczas próby zatrzymania pseudokibiców podejrzewanych o działanie w tzw. gangu porywaczy. Zdjęcie kibica i napis: "Rzeki spłyną krwią tych, którzy uśmiercili naszych braci" pojawiło się po zdarzeniu na profilu stowarzyszenia kibiców.

Jak ustaliła prokuratura, autorem wpisu, który wkrótce zniknął z profilu, był Michał M.

Michałowi M. postawiono zarzut publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni zabójstwa za pośrednictwem sieci internet, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności - podała w sobotę prokuratura.

Jak informuje prokuratura, podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Podstawą zastosowania tymczasowego aresztowania była obawa matactwa oraz obawa, że podejrzany popełni przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu.

Informując o śledztwie w sprawie wpisu w internecie, prokuratura podawała, że postępowanie może dotyczyć również innych podobnych przestępstw.

Sześciu zatrzymanym 15 grudnia osobom, wywodzącym się ze środowiska pseudokibiców, prokuratura postawiła zarzuty uprowadzenia osoby ze szczególnym udręczeniem i rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Siódmy podejrzany jest poszukiwany listem gończym.

Jak podawała prokuratura, ósmy mężczyzna, podejrzewany o przynależność do gangu, w trakcie zatrzymywania zaatakował funkcjonariusza policji, usiłując wyrwać mu broń i oddać strzał w stronę innego funkcjonariusza. W odpowiedzi policjant postrzelił napastnika; mimo przeprowadzonej akcji reanimacyjnej mężczyzna zmarł.

W informacjach o tym śledztwie prokuratura podawała, że w dniu porwania pokrzywdzony został zaatakowany przez porywaczy, którzy pobili go m.in. kastetem, przydusili i skrępowali ręce i nogi taśmą klejącą, a następnie wsadzili do bagażnika samochodu i przewieźli na jedną z posesji w Krakowie.

Mężczyzna był tam przetrzymywany przez ok. sześć godzin; napastnicy torturowali go, grozili mu śmiercią oraz pozbawieniem życia jego bliskich. Uprowadzony odniósł m.in. obrażenia głowy, klatki piersiowej, kolana. Porywacze próbowali także odciąć mu dwa palce dłoni; w efekcie swoich przestępczych działań odebrali mu pieniądze, biżuterię, samochody i zdobyli ok. 100 tys. zł okupu. Po wszystkim zostawili go na jednej z krakowskich ulic.

Jak informowała prokuratura, podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Na wniosek prokuratury, krakowski sąd w sobotę aresztował ich na trzy miesiące.