"La Gazzetta dello Sport" pisze o "wymęczonym remisie" z Polską i podkreśla w nagłówku na pierwszej stronie, że Włosi grali "blado". Ich grę ocenia krytycznie. W komentarzu podkreślono, że włoską reprezentację "uratował" gol Jorginho i przede wszystkim gra Federico Chiesy, którego rola była decydująca.

Przytacza opinie trenera Roberto Manciniego, przekonanego o tym, że jego piłkarze jednak "mieli głowę na karku w drugiej połowie" spotkania.

Tylko nieco więcej nadziei dla Włochów bije z "Corriere dello Sport", które ogłosiło: "Mamy wiarę". Gazeta ta z dużą dawką sarkazmu i dezynwoltury żartuje z nazwiska Chiesy (chiesa to po włosku kościół) i pisze, że on jest "człowiekiem, na którym należy zbudować reprezentację".

Następnie dziennik złośliwie pisze nawiązując do zadania tematu wypracowania w szkole: "Co podobało się we włoskiej drużynie w meczu przeciwko Polsce? Rozwinięcie tematu: nic. Jedna linijka, a raczej jedno słowo i wypracowanie skończone".

"La Repubblica" nawiązując do bramki z strzelonej przez Jorginho skonstatowała w tytule, że Azzurri zostali "uratowani przez karnego".

"Trudno będzie odbudować reprezentację" - podkreślono.

Sportowy komentator dziennika Gianni Mura wyraził opinię, że trener Polaków Jerzy Brzęczek może być bardziej zadowolony od selekcjonera Włochów.

"Polska pokazała solidniejszy futbol. Remis dla Włoch nadszedł na kwadrans przed końcem, dzięki karnemu, który prawdopodobnie istniał tylko dla sędziego" - stwierdził.

Na łamach gazety analizowane są błędy włoskich piłkarzy. Jak zauważono, ułatwiły one kontratak Polaków, którzy z Robertem Lewandowskim jako jedynym napastnikiem i Piotrem Zielińskim do pomocy, "nie mogli marzyć o niczym lepszym".

"Lewandowski w trzech czy czterech zagraniach, nie najcenniejszych w jego repertuarze, wywołał panikę w szeregach włoskiej obrony skłonnej do niepewności" - uznał dziennik.

Nisko oceniona została gra Mario Balotellego, "najbardziej wyczekiwanego na boisku": "nie bardzo szukali go koledzy, ale i on nie zrobił wiele, by dać się znaleźć". Oto, jak skwitowano grę zawodnika, który wrócił do kadry: "Jego bilans to strzał, który nie pasowałby nawet w rugby".

To wszystko zaś znaczy według gazety, że Italia nie ma wielu graczy na poziomie międzynarodowym.

Przed poniedziałkowym meczem z Portugalią dziennik jest przekonany, że wiele zmieni się w drużynie. Ale ponieważ Mancini "nie może zmienić nóg swoich piłkarzy, musi popracować nad ich głową, co jest teraz nieodzowne" - skomentowała sytuację rzymska gazeta. Jak dodała, "przydałaby się gra, której nie zobaczyliśmy w Bolonii".

"Prawda jest taka, że wymieniając kilku graczy, pozostaliśmy dokładnie tam, gdzie byliśmy, to jest blisko zera. Ta drużyna nie jest silniejsza od tej, której nie udało się pokonać Szwecji" - tak przywołano czarny rozdział w historii reprezentacji, czyli niezakwalifikowanie się do mundialu.

Włosi potrzebują czasu, ale "zbyt wielu graczy stwarza sobie samemu trudności i utrudnia grę całej grupie" - pisze "La Repubblica".

Odnotowała, że gdyby nie karny Jorginho, Mancini przekonałby się, że reprezentacja „tak przywykła do przeciętności, że jest w strachu za każdym razem, gdy trafia na normalnego przeciwnika, który ma co najmniej jednego mistrza”.

Komentator "Corriere della Sera" Mario Sconcerti ocenił, że włoska kadra bardzo powoli wraca do formy. W piątek jego zdaniem nie rozegrała dobrego meczu i była "zagubiona", popełniała błędy.

"To nie był wielki mecz, czasem wydawało się, że lepsza jest Polska, zwłaszcza w pierwszej połowie" - napisał "główny rozgrywający" wśród włoskich komentatorów piłki nożnej. W jego opinii brakowało Włochom jakości gry, a tę z kolei dostrzegał po stronie Polaków. Reprezentacja Jerzego Brzęczka była jego zdaniem lepiej przygotowana i w lepszej formie fizycznej.

"Balotellego jakby nie było, gra drużyny mu nie pomaga ani on nie pomaga jej" - stwierdził Sconcerti. Wyznał, że wcale go to nie dziwi.

"Wracamy powoli. Włosi grają tak, jakby piłka to była kłótnia; brakuje precyzji, piękna, geometrii. Ale tego szukamy. Być może na dzisiaj, biorąc pod uwagę to, z jak daleka przybywamy, to wystarczy" - zakończył włoski komentator.