Wrocławianie, którzy w ostatnich czterech meczach zdobyli 10 punktów mieli prawo myśleć, że w Poznaniu dopiszą kolejne "oczka". Tyle, że od pierwszego gwizdka sędziego Jarosława Musiała dali się gospodarzom zepchnąć do obrony. Aktywny od początku spotkania Radosław Majewski w 7. min kąśliwie uderzył na bramkę Lubosa Kamenara, ale minimalnie obok słupka.

Krótko po tej akcji arbiter musiał przerwać grę na dwie minuty, bowiem stadion wypełnił dym z rac, które odpalili kibice Śląska.

Poznaniacy dopięli swego w 16. min. Obrońcy gości nie upilnowali Darko Jevticia, który z łatwością ograł obrońcę Śląska i sprytnie posłał piłkę obok wychodzącego bramkarza.

Utracony gol trochę przebudził podopiecznych Mariusza Rumaka, ale ich nieco chaotyczne ataki nie stanowiły większego zagrożenia. Defensywa "Kolejorza" nie stanowiła jednak monolitu, bowiem lechitom zdarzały się błędy w kryciu, łatwe straty piłki przed polem karne. Rywale nie potrafili jednak tego wykorzystać.

Bliski wyrównania był Ryota Morioka, który z bliska główkował w środek bramki, dokładnie tam, gdzie stał Matus Putnocky. Chwilę później znów było groźnie pod bramką Lecha. Najpierw w piłkę nie trafił Kamil Biliński i tym samym zmylił stojącego obok Alvarinho, który nie spodziewał się, że może ona trafić do niego. W doliczonym czasie pierwszej odsłony znów Majewski miał dogodną okazję, ale strzelił prosto w Kamenara.

Początek drugiej połowy był dość wyrównany. Piłkarze z Dolnego Śląska atakowali z większym rozmachem niz przed przerwą, ale też nie potrafili stworzyć klarownej sytuacji.

W 62. min Bjelica desygnował do gry Robaka, który zastąpił Dawida Kownackiego. To był strzał w dziesiątkę chorwackiego szkoleniowca. Snajper "Kolejorza" już cztery minuty po wejściu na boisku pokonał Kamenara. Fatalnie zachował się w tej sytuacji Piotr Celeban, który "na radar" krył napastnika Lecha, pozwalając mu na oddanie strzału z z 16 metrów.

Potem nastąpił najlepszy okres wrocławian w całym spotkaniu. Putnocky'ego uratował słupek po strzale głową Mariusza Idzika, a potem Słowak z niemałym trudem obronił strzał Sito Riery. Świetnej okazji nie wykorzystał też Adam Kokoszka.

Gospodarze nie pozostawiali dłużni, bo większe zaangażowanie Śląska w akcje ofensywne sprawiło, że mieli więcej swobody pod bramką rywala. Po zagraniu Majewskiego, Lasza Dwali zagrał ręką w polu karnym, a sędzia nie miał wątpliwości. Sam zawodnik zresztą też nie protestował. Do piłki podszedł Robak i po raz piąty w tym sezonie zamienił "11" na bramkę. Przy stanie 3:0 emocje praktycznie się skończyły.

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 3:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Darko Jevtic (16), 2:0 Marcin Robak (66), 3:0 Marcin Robak (74-karny)
Żółta kartka - Lech Poznań: Jan Bednarek. Śląsk Wrocław: Kamil Biliński
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów 15 943
Lech Poznań: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Maciej Makuszewski, Maciej Gajos, Darko Jevtic (78. Kamil Jóźwiak), Łukasz Trałka, Radosław Majewski (75. Abdul Aziz Tetteh) - Dawid Kownacki (62. Marcin Robak)
Śląsk Wrocław: Lubos Kamenar - Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Lasza Dwali, Augusto - Łukasz Madej (83. Bence Mervo), Adam Kokoszka, Ryota Morioka (80. Ostoja Stjepanovic), Sito Riera, Alvarinho - Kamil Biliński (55. Mariusz Idzik).