Dla obu zespołów był to bardzo ważny pojedynek, co było widać po pierwszych minutach gry. Zespoły grały bardzo uważnie i starały się przede wszystkim pilnować dostępu do swojej bramki. Pierwszy zaatakował Śląsk i szybko mogło to przynieść gola. Kamil Biliński wygrał pojedynek główkowy w polu karnym i mimo, iż nie był to silny strzał, Libor Hrdlicka przepuścił piłkę przez ręce. Szybko naprawił swój błąd, ale zawodnicy gospodarzy sugerowali, że piłka minęła już linię bramkową. Sędziowie byli innego zdania i nakazali grać dalej.

Sześć minut później nie było już kwestii, czy jest gol. Po dośrodkowaniu Aleksandara Kovacevica ponownie Biliński uprzedził obrońców Ruchu i głową posłał piłę do siatki.

Chorzowianie mogli szybko odpowiedzieć, lecz Mariusz Pawełek nie dał się zaskoczyć Jakubowi Arakowi, który strzelał głową z kilku metrów. To była najlepsza okazja gości w pierwszej połowie. Podopieczni Krzysztofa Warzychy po stracie bramki zaczęli grać odważniej i nie szukali już tylko swoich szans w kontratakach, ale nie potrafili poważniej zagrozić bramce Śląsk.

Groźniejsi nadal byli gospodarze, lecz ich akcjom brakowało ostatniego, otwierającego drogę do bramki, podania. Najbliższy podwyższenia prowadzenia był Sito Riera, ale minimalnie przestrzelił z pola karnego.

Druga połowa zaczęła się od ataków Śląska i szybko przyniosło to prowadzenie. Po uderzeniu zza pola karnego Hrdlicka odbił piłkę przed siebie, pierwszy dopadł do niej Ryota Morioka i z bliska trafił do siatki. Po stracie drugiego gola chorzowianie dosłownie stanęli i przestali walczyć. Gospodarze natomiast dalej atakowali, czego efektem były kolejne bramki. Najpierw Biliński po dośrodkowaniu Łukasza Madeja ubiegł obrońców, a dwie minuty później z bliska do siatki trafił Piotr Celeban.

Prowadząc 4:0 Śląsk zaczął grać nieco niefrasobliwie i chorzowianie mogli, a nawet powinni to wykorzystać. Po kontrataku Arak znalazł się w idealnej sytuacji, ale piłkę z linii bramkowej głową zdołał zatrzymać Celeban.

Goście, zamiast zdobyć honorowego gola, stracili kolejne dwa. Najpierw po indywidualnej akcji Mario Engelsa piłka trafiła do Bilińskiego, który potężnym uderzeniem pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi Ruchu. Później defensywę gości ośmieszył Morioka, który mijał rywali w ich polu karnym jak tyczki, a na koniec trafił do siatki.

W ostatnich minutach Ruch już tylko starał się nie tracić kolejnych bramek, a ponieważ Śląsk też już nie atakował z taką intensywnością, na boisku niewiele się działo.

Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 6:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Kamil Biliński (17-głową), 2:0 Ryota Morioka (50), 3:0 Kamil Biliński (54), 4:0 Piotr Celeban (56), 5:0 Kamil Biliński (71), 6:0 Ryota Morioka (82)
Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Mateusz Lewandowski. Ruch Chorzów: Miłosz Trojak
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Widzów: 6 685
Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek - Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Mateusz Lewandowski (72. Augusto) - Łukasz Madej (66. Mario Engels), Aleksandar Kovacevic (76. Adrian Łyszczarz), Ryota Morioka, Sito Riera, Robert Pich - Kamil Biliński
Ruch Chorzów: Libor Hrdlicka - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Helik, Marcin Kowalczyk (60. Paweł Oleksy) - Miłosz Przybecki, Łukasz Surma, Bartosz Nowak, Maciej Urbańczyk (46. Jarosław Niezgoda), Łukasz Moneta - Jakub Arak (82. Miłosz Trojak).