Mancini przyszedł na miejsce Waltera Mazzarriego, którego kariera w Interze wisiała już dawno na włosku. Pozostawił drużynę na 9. miejscu w Serie A z zaledwie 16 punktami, które są wynikiem czterech zwycięstw, czterech remisów i trzech porażek. Odejścia byłego trenera Napoli, który zdołał w ubiegłym sezonie doprowadzić Inter tylko do piątego miejsca, nie spodziewano się w tym momencie: na dziewięć dni przed derby Mediolanu, czyli meczem z Milanem. Prasa przypomina, że Mazzarri nie był lubiany przez kibiców i nikt dziś za nim nie płacze. 

Z drugiej strony nie brak narzekań z powodu powrotu Manciniego. Nie wiadomo, za jaką sumę do tego doszło, ale niektórzy są przekonani, że za dwa i pół roku w Mediolanie szkoleniowiec dostanie tyle pieniędzy, ile wystarczyłoby na zakup kilku nowych zawodników.

Mancini ma 50 lat, a za sobą wspaniała karierę jako piłkarz: w ekstraklasie rozegrał 541 spotkań kolejno w barwach Bolonii, Sampdorii Genua i Lazio, w decydujący sposób przyczyniając się do zdobycia przez dwa ostatnie tytułu mistrzów kraju (Sampdoria w 1991, Lazio dziewięć lat później). Jako trener prowadził kolejno Lazio, Fiorentinę, znów Lazio i wreszcie Inter, w którym spędził cztery lata, zdobywając trzykrotnie mistrzostwo kraju. Po nim, o czym wszyscy pamiętają, przejął ten klub Jose Mourinho. Potem był Manchester City i zwycięstwa w Premier League, Pucharze i Superpucharze Anglii. W maju kierowany przez Manciniego Galatasaray zdobył Puchar Turcji. Trudno w to uwierzyć, ale do dziś włoski szkoleniowiec był bezrobotny.