JUSTYNA KOWALCZYK: (śmiech) Może tak się zdarzyć. To dla mnie wyjątkowe miejsce. Świetnie się tam czuję, a wyniki tylko to potwierdzają. Poza tym dla Estończyków biegi to sport narodowy, więc doceniają zawodników. Ja jestem jedną z najlepszych biegaczek świata i zawsze dobrze mówię o tym miejscu, dlatego nasza sympatia się zazębia. (...)
Wiedziałam, że jest mocna. Bez dyskusji. Ale zdania nie zmienię - kontrolowałam ten bieg. Były cztery sekundy różnicy, a w razie potrzeby mogło być więcej. Nie dużo więcej, ale więcej. Tym niemniej, ona będzie mocna, do igrzysk mamy jeszcze miesiąc. I jeszcze jedno - w Otepaeae było bardzo zimno, a w takich warunkach leki na astmę bardzo pomagają... (...)
A ja jestem spokojna. W Vancouver będę biegać tak szybko jak teraz, a może nawet szybciej. Tylko nie wiem, co zrobią rywalki.
W tamtym roku zaczęłam prędko biegać podczas Tour de Ski i wygrywałam do końca marca. Czyli tak naprawdę do końca sezonu. A mogłabym i dłużej. Gdyby sezon trwał do końca kwietnia, to zwyciężałabym do kwietnia. Zrobiłam solidną podbudowę podczas przygotowań. Mam pewność siebie. Jak mogę wygrać, wygrywam. Ale na razie nie walczę jak lew.
Mam nadzieję, w każdym razie bardzo bym chciała (śmiech).
>>> Czytaj także: Onyszko: Zrobili ze mnie bestię i psychopatę
p