Jamaal Tinsley ma szczęście, że żyje. Koszykarz Indiana Pacers o mało nie zginął w strzelaninie przed klubem Cloud 9 w Indianapolis. Ranny został masażysta klubu, Joey Potato.
Rozgrywający Pacers pojechał na imprezę razem ze swoimi braćmi i znajomymi. Nad ranem zorientowali się, że są śledzeni. Po chwili napastnicy zaczęli do nich strzelać. Jamaalowi Tinsleyowi nic się nie stało, ale ranny został masażysta drużyny, Joey Potato.
Jamaal Tinsley ma "szczęście" do bandytów. Po raz trzeci w ciągu ostatnich 14 miesięcy cudem uniknął śmierci. "Musimy się nad tym zastanowić" - powiedział serwisowi pacers.com szef klubu Larry Bird.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|