Już wiadomo dlaczego reprezentacja Senegalu tak słabo wypadła w Pucharze Narodów Afryki. Piłkarze zamiast trenować woleli chodzić na imprezy. "Wieczorami zawodnicy wychodzili się bawić i to nawet w przeddzień meczów. Robili to nawet wtedy, kiedy mieli nóż na gardle" - opowiada były trener Senegalczyków Henryk Kasperczak.
Selekcjoner nie rozumie podejścia piłkarzy. "Gdyby wygrali w ostatnim meczu z RPA, mieliby jeszcze szansę na awans. Okazało się, że nawet w takiej sytuacji trzej piłkarze poszli w miasto. I to tacy, od których wiele zależy. W dodatku powszechnie znani - napastnik El Hadji Diouf z Boltonu, bramkarz Tony Sylva z Lillle i pomocnik Ousmane N’Doye z Academiki Coimbra" - żali się były trener Wisły Kraków.
Henryk Kasperczak miał dość i zrezygnował z pracy. "Czuję niesmak i dyskomfort, ponieważ zwykłem firmować coś, co dobrze się kojarzy. W tym wypadku nie mogę tego zrobić. Zawodnicy zagrali zupełnie inaczej, niż można się było spodziewać. Znacznie poniżej swoich możliwości, bez serca" - opowiada w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane