"Lewy" był przez rok piłkarzem warszawskiego klubu. Grał w rezerwach, strzelał gole, ale przy Łazienkowskiej nikt tak naprawdę nie poznał się na jego talencie. Kiedy piłkarz doznał kontuzji mięśnia dwugłowego, postanowiono nie przedłużać z nim kontraktu.

Reklama

"Mam żal do działaczy Legii, bo nawet nikt mi wtedy nie miał odwagi powiedzieć wprost, dlaczego ze mnie rezygnują. Ale wtedy w klubie z Łazienkowskiej była taka polityka, że nikt nie zwracał uwagi na młodych zawodników, którzy grali w rezerwach. Teraz jest trochę inaczej, trener Jan Urban chętnie daje szansę młodym graczom. Gdybym teraz tam trafił, może miałbym większe szanse, żeby się przebić" - opowiada Lewandowski.

Snajper z Pruszkowa nie wyklucza, że jeśli dostanie konkretną ofertę, to wróci do Legii. "Wiadomo, że to taki klub, w którym każdy polski piłkarz chciałby grać. Ale nie mówię, że w moim przypadku to musi być tylko Legia. W grę wchodzą także inne drużyny" - zaznacza "Lewy".

Lewandowski strzelił już w tym sezonie 16 goli w drugiej lidze i śmiało zmierza po koronę króla strzelców. A rok temu był przecież najlepszym strzelcem na trzecim froncie. "No tak, można powiedzieć, że idę w ślady Grzegorza Piechny, który rok po roku zdobywał koronę króla strzelców w kolejnych ligach. Ale tak naprawdę to jestem zupełnie innym typem napastnika niż obecny zawodnik Polonii Warszawa" - śmieje się piłkarz Znicza.

Kibice Znicza muszą liczyć się z tym, że latem Lewandowski odejdzie z Pruszkowa. "Nie chcę mówić, że zostanę albo na pewno odejdę. Jeśli Znicz awansuje do ekstraklasy, będę musiał się zastanowić, co jest dla mnie lepsze. Lepiej grać w Pruszkowie, niż siedzieć na ławce w lepszym, bogatszym klubie. Pieniądze nie są dla mnie na razie najważniejsze. Liczy się gra" - przekonuje Lewandowski.