Wiedziałem to. Znam swoje atuty, wiem, że trenerzy doceniają to jak mocno pracuję podczas treningów. Wiele można mi zarzucić, ale nie brak ambicji.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja naprawdę wierzę, że trener da mi szansę. Jeśli nie w całym meczu, to choćby w jakiejś jego części. Co więcej, ja jestem przekonany, że bardzo się przydam. Nie chciałbym jednak aby to źle zabrzmiało. Znam swoje miejsce w szeregu. Tyle, że z drugiego planu też można się wybić.
Też tak uważam. Ten niemiecki czołg mi nie przeszkadza. Chętnie się z nim zderzę. Będę biegał i walczył do upadłego. Znacie mój agresywny styl gry. Nie odpuszczę nawet o centymetr. Tego wszyscy mogą być pewni. Jednak najlepiej by było, gdybyśmy nie musieli zastanawiać się nad rywalami, tylko zagrali swoje. W takim stylu jak w większości meczów w eliminacjach. Jestem pewien, że jeśli to się uda, sprawimy wielką niespodziankę.
Pan żartuje. Mówię o zwycięstwie.
Bo tak się akurat złożyło. Ale tak naprawdę to Polska mogła ich pokonać już w 1974 roku, gdyby nie ten deszcz. Ile lat ludzie mają czekać na taki sukces? Moim zdaniem nadeszła na niego pora. To jest tylko futbol, tu nie ma rzeczy niemożliwych. Nie mówię o marzeniach tylko o realich. Będzie dobrze.
U Beenhakkera tego nie ma. Jest za to świadomość każdego z nas po co tu jesteśmy. Dokładnie wiemy czemu służy każde najdrobniejsze ćwiczenie. Nic nie jest bez sensu.
Niech pan tylko zawuważy, że podobna opinia wyrażana jest o nich przed każdymi mistrzostwami i co z tego wynika? Naprawdę chciałbym, żeby to była prawda, ale raczej nie chce mi się w to wierzyć. Patrząc na nazwiska trudno oprzeć się wrażeniu, to ich defensywa jest naprawdę solidna. Każdą można jednak przechytrzyć. Ja raczej zwaracam uwagę na coś innego. Ten niemiecki czołg to jest diesel. Dosyć długo się rozpędza. Dlatego idealny jest układ, w którym gramy z nimi już w pierwszy meczu.
To są bardziej zaczepki ze strony dziennikarzy, czy też świata biznesu. Gram długo w piłkę i wiem, że zawodnicy poszczególnych drużyn mają dla siebie szacunek. Nie wierzę aby sportowcy sami chcieli podgrzewać atmosferę. To jest im po prostu nie na rękę. Trzeba pamiętać, że w niedzielę nie będzie wojny, tylko walka sportowa. Choć oczywiście będzie to wielki mecz.