Dziennik Gazeta Prawana logo

Rugbyści śpiewają hymn, rzucają mięsem

20 listopada 2008, 02:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dekadę temu Paweł Nowak był jednym z najmłodszych zawodników zakładanego od podstaw klubu rugbowego Arki Gdynia. Do dziś na muskularnego 30-latka ważącego 110 kilogramów mówią tu Junior. Nowak, który ma za sobą sezon gry w słynnej Benfice Lizbona, pełni funkcję kapitana reprezentacji Polski, czyli zespołu, w którym dominują zawodnicy wychowani we Francji - czytamy w DZIENNIKU.

Francuzom wolno reprezentować nasz kraj, jeśli tylko w ciągu dwóch ostatnich pokoleń mieli polskiego przodka. Nasza drużyna w sobotę pokonała Czechów i ma szansę awansować do finałów Pucharu Świata.

>>>Zobacz, jak reklamuje się rugby


To jest reprezentacja Polski i muszą rządzić w niej Polacy. Żeby zostać tu kapitanem trzeba sobie zasłużyć.


Przejąłem tę funkcję po Maćku Brażuku, już za kadencji trenera Tomasza Putry, który otworzył polską reprezentację na cudzoziemców, choć gdy jeszcze wtedy nie było ich tak wielu. Decyzję podjął szkoleniowiec, ale konsultował się z najstarszymi kadrowiczami.


Przede wszystkim musi cieszyć się szacunkiem i respektem. Na boisku ma dobrze grać i mieć oczy dookoła głowy.


Nie organizujemy im żadnego chrztu bojowego. Ale wiemy co robić, aby w reprezentacji nie było podziałów. Na przykład w czasie zgrupowań Francuzi są kwaterowani razem z Polakami. Trener tak dobiera te pary, aby w pokojach nie było ciszy. Każdy jakoś się dogada. Ja ostatnio mieszkałem z Cirilem Monarchą. Porozumiewaliśmy się po angielsku.


Jeden przyznał się ostatnio, że we Francji zapisał się na kurs polskiego. Pozostali też z każdym kolejnym zgrupowaniem składają coraz więcej słów w zdania. W Ostrawie przed meczem z Czechami byliśmy bardzo zdziwieni, gdy odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego. Nie wiem, kiedy i gdzie się nauczyli naszego hymnu. Na co dzień najszybciej przyswajają słowa uznawane powszechnie za nieparlamentarne. Zresztą na boisku przyda się czasem "rzucić mięsem", gdy trzeba szybko się zmobilizować.


Dostaliśmy wyjściowe koszule i marynarki. Od razu widać, że jesteśmy jedną reprezentacją. Nawet ci, którzy nie są wielkimi miłośnikami teatru, bez szemrania się tym zwyczajom podporządkowują.

>>>Zobacz, jak biją się rugbyści


Trzeba przyznać, że obcokrajowcy podnieśli poziom naszej reprezentacji. Na pewno pozwala mi się utrzymać w kadrze doświadczenie, które wyniosłem z Portugalii. Natomiast formę muszę budować niemal od początku. W naszej lidze nie trzeba tyle biegać i grać tak dynamicznie jak w Benfice, więc siłą rzecz moje przygotowanie motoryczne z tamtego okresu przepadło.


My swoje zrobiliśmy. Wygrywając z Czechami wyrobiliśmy sobie dobrą pozycję do dalszej walki. Teraz czas na działaczy. Coś przy kadrze ruszyło się na lepsze, ale to nie wystarczy. Bez większych nakładów na kadrę, pieniędzy trudno będzie bić się o awans.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj