Bartłomiej Jaszka dla zespołu zrobiłby wszystko. To właśnie nasz środkowy rozgrywający jest cichym bohaterem meczu o brązowy medal z Danią. Jaszka miał być liderem kadry, ale w Chorwacji długo zawodził. W meczu o trzecie miejsce musiał jednak zagrać ze względu na kontuzję kolegi. Spisał się wyśmienicie. Grał z pękniętą kością, a mimo to walczyl jak lew.
Jaszka w poprzednich meczach zawodził. W rolę lidera wcielił się Damian Wleklak, który przed spotkaniem z Danią nabawił się kontuzji.
Dopiero 10 minut przed rozgrzewką Wleklak zdecydował, że jednak może grać. Ale od pierwszej minuty Bogdan Wenta musiał postawić na Jaszkę. Ten w końcu pokazał wszystkie swoje walory.
Zdecydowanie przewodził swoim kolegom, nie bał się także rzucać.
Jaszka nie miał jednak zamiaru schodzić z boiska.
"Trenerze, nie ma co się oszczędzać" - zakomunikował Wencie. "Po meczu z Danią czuję, że nadal mogę być potrzebny drużynie" - cieszył się po dekoracji zawodnik z charakterem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|