"Fuck off!" - rzucił Leo Beenhakker do przedstawicieli polskich mediów podczas zgrupowania w RPA. Charyzmatyczny Leo, którego nie tak dawno nosiliśmy na rękach, w momencie kryzysu zachowuje się prymitywnie, jest rozchwiany emocjonalnie, traci resztki sympatii. Naprawdę żal na niego patrzeć.
Ale pal licho jego arogancję. Byłaby ona niczym, gdyby miał jeszcze jakikolwiek pozytywny wpływ na zawodników, potrafił ich tak jak dawniej zauroczyć, zmoblizować i ponieść do sukcesów. Ale - niestety - tej chemii między nim a drużyną już nie ma. Remis z Irakiem i porażka z RPA po beznadziejnych meczach na zgrupowaniu w Afryce są tego najlepszym dowodem.
W żadnym wypadku nie możemy jednak w tym momencie użyć języka Leo. Kulturalni ludzie podają sobie w takich przypadkach ręce i mówią: dziękujemy. A dokładnie jedna ze stron mówi:
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|