Obelgi, groźby i wyzywanie od najgorzych, to standardowa kłótnia wściekłych piłkarzy przeciwnych drużyn w każdym ważnym meczu o najwyższą stawkę. Ale nazwanie Zidane'a algierskim terrorystą!?! - takiej obrazy piłkarz algierskiego pochodzenia puścić płazem Materazziemu nie mógł. I nie puścił. Francuski zawodnik walnął Włocha głową. Dostał czerwoną kartkę i wyleciał z boiska. Francuzi nie pozbierali się i przegrali w rzutach karnych. A Zidane zakończył swoją niezwykłą piłkarską karierę, niezwykłym przejawem chamstwa.
Zidane nie wytrzymał 112 minut ciężkiej pracy i kilkanaście lat jego kariery poszło na marne. Ale wiedział co narobił. Gdy tylko sędzia Elizondo poszedł
konsultować się z liniowym, Zizou sam zdjął opaskę kapitana. Już czuł, że za moment wyleci z boiska. Przeszedł tylko smutnie obok pucharu świata, wiedząc, że nigdy już nie weźmie
statuetki do ręki. Mógł znieść każdą obelgę, ale nie, jak twierdzi brytyjski "Guardian", nazwanie go terrorystą!
Trener Francuzów Raymond Domenech się wściekł. "Nie ma usprawiedliwienia dla takiego zachowania!" - wypalił po meczu. Miał rację, ponieważ Zidane musiał zdawać sobie sprawę, że za ten wybryk trafi do szatni, a jego zespół do końca będzie grał w osłabieniu. Selekcjoner jest tak rozczarowany, że nie chce planowanej parady na cześć piłkarzy, na Polach Elizejskich.
Kapitana reprezentacji usprawiedliwia francuski prezydent Jacques Chirac. Powiedział, że szanuje Zidane'a za wartości, które reprezentuje i za to, że przyniósł zaszczyt Francji. Ile w tej wypowiedzi dyplomatycznej mowy-trawy? Na pewno większość.
Zidane'a docenili jednak dziennikarze. Ocenili cały występ Francuza na mundialu, a nie tylko jego chamski wybryk i wybrali go najlepszym piłkarzem mistrzostw. Tyle, że to małe pocieszenie dla człowieka, który mógł zostać, po raz drugi, mistrzem świata.
Była to dwunasta czerwona kartka w dorobku Zidane'a. W 1998 wyleciał z boiska za skopanie piłkarza z Arabii Saudyjskiej. Ale to ta wczorajsze pozostawi największy niesmak. Finałem mistrzostw świata Zizou zakończył karierę i przypieczętował ją skandalem. W ten sposób przejdzie do historii futbolu nie jako kapitan, który na koniec poprowadził Francję po mistrzowskie srebro, ale jako furiat, który w meczu finałowym uderzył zawodnika przeciwnej drużyny.
Zidane po meczu nie odebrał srebrnego medalu mistrza. Wolał schować się w szatni. Przynajmniej oszczędził sobie wygwizdania przez włoskich kibiców.
Trener Francuzów Raymond Domenech się wściekł. "Nie ma usprawiedliwienia dla takiego zachowania!" - wypalił po meczu. Miał rację, ponieważ Zidane musiał zdawać sobie sprawę, że za ten wybryk trafi do szatni, a jego zespół do końca będzie grał w osłabieniu. Selekcjoner jest tak rozczarowany, że nie chce planowanej parady na cześć piłkarzy, na Polach Elizejskich.
Kapitana reprezentacji usprawiedliwia francuski prezydent Jacques Chirac. Powiedział, że szanuje Zidane'a za wartości, które reprezentuje i za to, że przyniósł zaszczyt Francji. Ile w tej wypowiedzi dyplomatycznej mowy-trawy? Na pewno większość.
Zidane'a docenili jednak dziennikarze. Ocenili cały występ Francuza na mundialu, a nie tylko jego chamski wybryk i wybrali go najlepszym piłkarzem mistrzostw. Tyle, że to małe pocieszenie dla człowieka, który mógł zostać, po raz drugi, mistrzem świata.
Była to dwunasta czerwona kartka w dorobku Zidane'a. W 1998 wyleciał z boiska za skopanie piłkarza z Arabii Saudyjskiej. Ale to ta wczorajsze pozostawi największy niesmak. Finałem mistrzostw świata Zizou zakończył karierę i przypieczętował ją skandalem. W ten sposób przejdzie do historii futbolu nie jako kapitan, który na koniec poprowadził Francję po mistrzowskie srebro, ale jako furiat, który w meczu finałowym uderzył zawodnika przeciwnej drużyny.
Zidane po meczu nie odebrał srebrnego medalu mistrza. Wolał schować się w szatni. Przynajmniej oszczędził sobie wygwizdania przez włoskich kibiców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl