Sam premier Szkocji musiał stanąć w obronie Artura Boruca, bo kibice Glasgow Rangers oskarżyli Polaka, że prowokował ich religijnymi gestami. A nasz bramkarz przed meczem tylko się przeżegnał.
"Myślę, że Boruc nie chciał nikogo urazić ani sprowokować. Sportowcy często przed swoimi występami żegnają się. Dla katolików to normalny gest" - tłumaczy
szkocki premier Jack McConnell. Boruca wziął w obroną również szkocki Kościół.
Boruc miał prowokować kibiców 12 lutego podczas derbowego meczu na stadionie Ibrox Park. Polak zanim zajął miejsce w bramce, przeżegnał się. Policja wszczęła nawet dochodzenie. Co
prawda, nie oskarżyła naszego bramkarza, ale pouczyła go, żeby w przyszłości uważał na swoje gesty.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|