I wszystko jasne. Szkocka policja oficjalnie wyjaśniła, że upomniała bramkarza Artura Boruca za prowokowanie i podburzanie tłumu na meczu z Glasgow Rangers, a nie za to, że się przeżegnał.
Według stróżów prawa, Boruc pokazywał w kierunku kibiców Rangers prowokujące gesty, co wywołało wściekłość wśród fanów rywali.
Policja stanowczo podkreśla, że Polak został upomniany nie za przeżegnanie się, tylko za przywoływanie kibiców Rangersów na boisko.
Kibice poskarżyli się policji, a ta wszczęła dochodzenie. Sprawa trafiła nawet do prokuratury, ale skończyło się na upomnieniu Boruca.
Większa afera wybuchła w szkockich mediach, które twierdziły, że Boruc prowokował kibiców protestantów, bo się przeżegnał, a wiadomo, że Polak to katolik.
Naszego rodaka musiał bronić szkocki Kościół katolicki, a nawet sam premier szkockiego rządu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|