Pracował w Polsce bez zezwolenia, ale cyrk z jego zatrudnieniem już się skończył. Trener piłkarskiej reprezentacji Leo Beenhakker w końcu dostał pozwolenie na pracę w naszym kraju. Holender może się teraz skupić na trenowaniu naszych zawodników.
Na tym sprawa jednak się nie skończy. Urząd Pracy uważa, że Beenhakker i działacze powinni dostać po kieszeni. Przecież dopuścili do tego, że szkoleniowiec pracował nielegalnie. Kary finansowe mogą być jednak śmiesznie niskie - do tysiąca złotych dla Holendra i do trzech tysięcy złotych dla związku.
Śmieszne były także tłumaczenia prezesa PZPN Michała Listkiewicza, który wiele razy powtarzał, że Beenhakker pracuje z kadrą za darmo. Ale to niezgodne z przepisami! Nawet gdyby był wolontariuszem. Bo oni mogą pracować tylko w instytucjach publicznych, a PZPN taką nie jest.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|