Już wiadomo, co było powodem dyskwalifikacji Roberta Kubicy podczas Grand Prix Węgier. Bolid Polaka ważył o dwa przepisowe kilogramy za mało, bo... jego gaśnica była pusta! A co by się stało, gdyby pojazd Polaka stanął w płomieniach? Kubica mógłby zginąć!
"Nie zauważyliśmy tego podczas kontroli" - przyznał dyrektor techniczny BMW-Sauber Willy Rampf szwajcarskiemu dziennikowi "Blick". "Gaśnica musiała się uruchomić po uderzeniu w barierę przed pierwszym zjazdem do boksu i jej zawartość wypłynęła" - dodał.
Jak można było nie zauważyć tak poważnej usterki i ryzykować życie kierowcy? A to nie pierwszy błąd teamu Kubicy. Najpierw gaśnica na Węgrzech, a potem podczas zawodów w Chinach źle
dobrane opony. Co dalej? Czy nasz kierowca nie czuje się tym już zażenowany?
Kolejny start Polaka już w najbliższy weekend, na torze Suzuka w Japonii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz