Wczoraj Rzeźniczak obchodził swoje 20. urodziny. I to nie byle gdzie, bo... w rzeźni. Specjalnie udał się w takie miejsce, żeby udowodnić, iż poszatkowanie piłkarzy Legii na boisku to nie czcze przechwałki.
O prezent się nie martwi. Jest przekonany, że sam go sobie sprawi zwycięstwem Widzewa nad Legią. Bo właśnie na tym Rzeźniczakowi szczególnie zależy. Na dokopaniu Legii, po tym jak klub oddał go gdzie indziej lekką rączką.
"Teraz jestem w Widzewie, gdzie zagrałem 11 meczów w tym sezonie. To więcej niż w Legii przez cały ostatni rok. Dlatego nie interesuje mnie nawet remis. Chcę tylko zwycięstwa" - tłumaczy Rzeźniczak.
Ubolewa tylko, że bardzo chciał zaprosić swoich znajomych na mecz, ale srogo się zawiódł. Biletów już nie ma. Wszystkie rozeszły się jak świeże bułeczki.