"W Brukseli będziecie mieć o wiele trudniej niż w meczu z Portugalią. To będzie taktyczna bitwa, a nie jakieś pląsy" - mówi DZIENNIKOWI piłkarz reprezentacji Belgii Carl Hoefkens. Specjalnie dla DZIENNIKA obrońca Stoke City opowiada o swoim nowym klubie i... polskiej piłce.
Gdy myśli pan o polskiej piłce, to kto panu przychodzi do głowy?
Mirosław Waligóra! Grałem z nim przez jakiś czas. Byłem pod wielkim wrażeniem tego człowieka. Jak on pracował, ile miał w sobie pasji, ile woli walki i determinacji... To chyba jeden z najlepszych zawodników, jakich spotkałem w młodości. Gdyby wszyscy wasi piłkarze byli tak pracowici jak Mirosław, bylibyście mistrzami świata.
Bracia Żewłakowie to lenie?
Lepiej kojarzę Michała, bo grał w Anderlechcie. Nie był leniem, skoro wylądował w drużynie mistrza Belgii, a teraz gra w pierwszym składzie Olympiakosu. Drugiego znam nieco mniej. Z każdym z nich spotkałem się kilka razy na boisku. Musieli zrobić na mnie wrażenie, skoro kojarzę o kim pan mówi.
Kogo pan jeszcze kojarzy?
Emile Mpenza mówił mi dobre rzeczy o Bąku z Al.-Rayyan. Że jest dobry, że się nie starzeje, że to profesjonalista. Wiem oczywiście, kto to Jerzy Dudek, bo zdobył Puchar Mistrzów. Pamiętam, że w Beerschot grał polski bramkarz, bardzo dobry. Tomaszewski? Mogłem zapomnieć, to było dawno temu... No i Boniek jest Polakiem. Gdy strzelał nam gole w mistrzostwach świata miałem cztery lata. Gapiłem się w telewizor jak zahipnotyzowany. Samego meczu nie pamiętam. Pamiętam tylko, że chciałem się zemścić na Bońku, ale już mi przeszło.
To stare dzieje. Nie zna pan obecnych napastników?
Ten z siódemką w Celtiku chyba jest Polakiem. Żurawski? Tak. Wielkie nazwisko, wielkie. I ten wysoki z Southampton. Jak on się nazywa? Rasiak.
To też wielkie nazwisko?
Krótkie. Ale to dobry napastnik. Widziałem jak gra. Jest niezły technicznie, świetnie strzela głową i potrafi utrzymać się przy piłce. To dobry strzelec. Dobrze, że nie zagra. Bo tacy piłkarze jak Rasiak są dla nas najgroźniejsi. W ogóle macie bardzo dobrych napastników.
Boi się pan ich?
Szanuję. Bo ja szanuję każdego przeciwnika. Mam 28 lat i w tym wieku nie ma już czasu na banie się. Muszę walczyć z kim trzeba. Jak to mówią Anglicy – bierz jak leci.
Gra pan w Anglii. Trudno tam zapracować na miano twardziela?
Nie jestem jakimś twardzielem. Spójrzmy na to inaczej. W futbolu gra bezkontaktowa jest niemożliwa. To naturalne, że człowiek czasem się z kimś zderzy, w ferworze walki zrobi komuś krzywdę. Adrenalina jest taka, że przy wyskoku odruchowo wystawia się łokieć, czy też nagle robi się wślizg. To się tyczy nie tylko obrońców. Obrońcy też są atakowani, też musimy się bronić.
Podobno boją się pana koledzy z drużyny...
Kto taki?
Na przykład Danny Higginbotham. Chciał go pan uderzyć za to, że w meczu z Norwich wziął się za strzelanie karnego.
Bo na treningach to ja wykonywałem jedenastki! Wszyscy to widzieli i wydało mi się naturalne, że i w trakcie meczu będę je wykonywać. Byłem wściekły na Danny’ego. Zapytałem: „co ty wyprawiasz? Co jest grane? Dlaczego wziąłeś piłkę?”. Musiałem się uspokoić, oddalić się od pola karnego, bo w przeciwnym razie to by się źle skończyło. Po meczu poszedłem od razu się przebrać. W domu wziąłem zimny prysznic i ochłonąłem.
A Higginbotham się do pana nie zbliża?
Aż tak źle nie jest. Ustaliliśmy, że na razie to on będzie wykonywać karne. Wspieram go w tym.
Został pan najlepszym piłkarzem Stoke City w minionym sezonie. Czuje się pan dumny?
Jest to jakiś powód do dumy. Ale ja najbardziej cenię powołania do reprezentacji Belgii. Zagrałem w niej dopiero kilka razy i za każdym razem cieszę się z tego jak dziecko. W kadrze mogę trochę odpocząć. Na ostatnim zgrupowaniu czułem się jak w raju.
Stoke City to piekło?
Tak bywało. Był moment, że wypadłem ze składu, miałem kłopoty z menedżerem. Mówiłem w Belgii, że jeśli ta sytuacja się nie zmieni to zrobię taki bałagan w Stoke, że będą chcieli mnie sprzedać. Ale teraz jest już wszystko w porządku. Znowu gram. W klubie pewnie panu powiedzieli, że Carl poszedł na trening, ale wkrótce wróci. Tak jest codziennie. Sumiennie trenuję, a w klubie wszyscy mówią do mnie po imieniu.
Selekcjoner reprezentacji Belgii Rene Vandereycken tak samo?
On jest bardzo powściągliwy. O waszej reprezentacji mówi na razie bardzo mało. Może wciąż jest pod wrażeniem gry Polaków z Portugalią? W spotkaniu w Brukseli będziecie mieć o wiele trudniej. To będzie taktyczna bitwa, a nie jakieś pląsy. Zadecyduje jedna akcja, być może rzut wolny. Wiem, że wasz trener Leo Beenhakker nie lubi się bronić. To znakomity szkoleniowiec, był w Realu Madryt, więc będzie chciał byście zaatakowali. A my wam się nie damy.
Mirosław Waligóra! Grałem z nim przez jakiś czas. Byłem pod wielkim wrażeniem tego człowieka. Jak on pracował, ile miał w sobie pasji, ile woli walki i determinacji... To chyba jeden z najlepszych zawodników, jakich spotkałem w młodości. Gdyby wszyscy wasi piłkarze byli tak pracowici jak Mirosław, bylibyście mistrzami świata.
Bracia Żewłakowie to lenie?
Lepiej kojarzę Michała, bo grał w Anderlechcie. Nie był leniem, skoro wylądował w drużynie mistrza Belgii, a teraz gra w pierwszym składzie Olympiakosu. Drugiego znam nieco mniej. Z każdym z nich spotkałem się kilka razy na boisku. Musieli zrobić na mnie wrażenie, skoro kojarzę o kim pan mówi.
Kogo pan jeszcze kojarzy?
Emile Mpenza mówił mi dobre rzeczy o Bąku z Al.-Rayyan. Że jest dobry, że się nie starzeje, że to profesjonalista. Wiem oczywiście, kto to Jerzy Dudek, bo zdobył Puchar Mistrzów. Pamiętam, że w Beerschot grał polski bramkarz, bardzo dobry. Tomaszewski? Mogłem zapomnieć, to było dawno temu... No i Boniek jest Polakiem. Gdy strzelał nam gole w mistrzostwach świata miałem cztery lata. Gapiłem się w telewizor jak zahipnotyzowany. Samego meczu nie pamiętam. Pamiętam tylko, że chciałem się zemścić na Bońku, ale już mi przeszło.
To stare dzieje. Nie zna pan obecnych napastników?
Ten z siódemką w Celtiku chyba jest Polakiem. Żurawski? Tak. Wielkie nazwisko, wielkie. I ten wysoki z Southampton. Jak on się nazywa? Rasiak.
To też wielkie nazwisko?
Krótkie. Ale to dobry napastnik. Widziałem jak gra. Jest niezły technicznie, świetnie strzela głową i potrafi utrzymać się przy piłce. To dobry strzelec. Dobrze, że nie zagra. Bo tacy piłkarze jak Rasiak są dla nas najgroźniejsi. W ogóle macie bardzo dobrych napastników.
Boi się pan ich?
Szanuję. Bo ja szanuję każdego przeciwnika. Mam 28 lat i w tym wieku nie ma już czasu na banie się. Muszę walczyć z kim trzeba. Jak to mówią Anglicy – bierz jak leci.
Gra pan w Anglii. Trudno tam zapracować na miano twardziela?
Nie jestem jakimś twardzielem. Spójrzmy na to inaczej. W futbolu gra bezkontaktowa jest niemożliwa. To naturalne, że człowiek czasem się z kimś zderzy, w ferworze walki zrobi komuś krzywdę. Adrenalina jest taka, że przy wyskoku odruchowo wystawia się łokieć, czy też nagle robi się wślizg. To się tyczy nie tylko obrońców. Obrońcy też są atakowani, też musimy się bronić.
Podobno boją się pana koledzy z drużyny...
Kto taki?
Na przykład Danny Higginbotham. Chciał go pan uderzyć za to, że w meczu z Norwich wziął się za strzelanie karnego.
Bo na treningach to ja wykonywałem jedenastki! Wszyscy to widzieli i wydało mi się naturalne, że i w trakcie meczu będę je wykonywać. Byłem wściekły na Danny’ego. Zapytałem: „co ty wyprawiasz? Co jest grane? Dlaczego wziąłeś piłkę?”. Musiałem się uspokoić, oddalić się od pola karnego, bo w przeciwnym razie to by się źle skończyło. Po meczu poszedłem od razu się przebrać. W domu wziąłem zimny prysznic i ochłonąłem.
A Higginbotham się do pana nie zbliża?
Aż tak źle nie jest. Ustaliliśmy, że na razie to on będzie wykonywać karne. Wspieram go w tym.
Został pan najlepszym piłkarzem Stoke City w minionym sezonie. Czuje się pan dumny?
Jest to jakiś powód do dumy. Ale ja najbardziej cenię powołania do reprezentacji Belgii. Zagrałem w niej dopiero kilka razy i za każdym razem cieszę się z tego jak dziecko. W kadrze mogę trochę odpocząć. Na ostatnim zgrupowaniu czułem się jak w raju.
Stoke City to piekło?
Tak bywało. Był moment, że wypadłem ze składu, miałem kłopoty z menedżerem. Mówiłem w Belgii, że jeśli ta sytuacja się nie zmieni to zrobię taki bałagan w Stoke, że będą chcieli mnie sprzedać. Ale teraz jest już wszystko w porządku. Znowu gram. W klubie pewnie panu powiedzieli, że Carl poszedł na trening, ale wkrótce wróci. Tak jest codziennie. Sumiennie trenuję, a w klubie wszyscy mówią do mnie po imieniu.
Selekcjoner reprezentacji Belgii Rene Vandereycken tak samo?
On jest bardzo powściągliwy. O waszej reprezentacji mówi na razie bardzo mało. Może wciąż jest pod wrażeniem gry Polaków z Portugalią? W spotkaniu w Brukseli będziecie mieć o wiele trudniej. To będzie taktyczna bitwa, a nie jakieś pląsy. Zadecyduje jedna akcja, być może rzut wolny. Wiem, że wasz trener Leo Beenhakker nie lubi się bronić. To znakomity szkoleniowiec, był w Realu Madryt, więc będzie chciał byście zaatakowali. A my wam się nie damy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|