Nasi siatkarze są w świetnej formie. Wygrali wszystkie mecze na mistrzostwach świata w Japonii. Wśród nich bryluje Sebastian Świderski, który ma szanse na 50 tys. dolarów (około 150 tys. zł) dla najskuteczniejszego atakującego. "Jak wygram, to się podzielę. Bo ustaliliśmy, że połowę bierze zwycięzca, a połowę reszta drużyny" - powiedział DZIENNIKOWI.
Polska wygrała swoją grupę bez straty seta i prowadzi w zespołowej klasyfikacji najskuteczniejszych drużyn. Głównie dzięki Panu, bo z 79 ataków skończył
pan aż 52, czyli 66 procent.
Naprawdę tak to wygląda w liczbach? Nawet nie wiedziałem. Ze statystyk patrzę tylko na te zespołowe i na bilans rywali. Tym przyglądam się szczegółowo, inne mnie nie interesują. A Polska jest tak wysoko akurat w tym elemencie, bo bardzo skuteczni są także Mariusz Wlazły i Michał Winiarski.
Wszyscy powtarzacie, że statystyki indywidualnie nie są ważne, że nawet na nie nie patrzycie. To chyba wersja oficjalna...
O tym, że jestem tak wysoko w klasyfikacji na najlepiej atakującego powiedział mi któregoś dnia Raul Lozano. Czasem zerkniemy w różne zestawienia, ale na pewno nie przeżywamy specjalnie tego, że prowadzi się w rankingu.
I nie byłby Pan zadowolony, zdobywając 50 tysięcy dolarów dla najskuteczniejszego atakującego? A potem może jeszcze kolejne 100 tysięcy przeznaczone dla najlepszego siatkarza mistrzostw?
By mieć na to szanse, przede wszystkim trzeba grać w drużynie, która daleko zajdzie. I znów wracamy do tego, że ważniejszy jest bilans zespołu. A pieniądze z nagród indywidualnych dzielimy w reprezentacji: połowę bierze zwycięzca klasyfikacji, połowę reszta drużyny.
To, że kończycie tyle ataków ze skrzydeł to efekt waszej siły, czy słabości rywali?
Jesteśmy bardzo mocni, to jest pewne. A rywale aż tak słabi nie byli, bo to jest mundial i słabeuszy nie ma. Trzeba być bez przerwy skoncentrowanym, bo każdy wykorzysta nawet chwilę nieuwagi, by zabrać nam seta. Na to nie można pozwolić, bo strata jednej partii oznaczałaby możliwość spadku w tabeli, ale także konieczność dłuższej gry. A to właśnie zdrowie może zadecydować w końcówce najważniejszego seta. Teraz jest taki moment, że zaczyna narastać zmęczenie fizyczne i psychiczne. Każdy mecz będzie testem tego, co tak naprawdę potrafimy.
Prawdziwym sprawdzianem będą dopiero spotkania z Rosją i Serbią, we wtorek i środę.
Tunezji i Kanady też nie wolno nam zlekceważyć. Z Rosją i Serbią będziemy pewnie bić się o półfinał, ale nie można pozwolić sobie wcześniej na żadne straty.Trzeba być czujnym, bo na tych mistrzostwach nie ma zdecydowanych faworytów. Przegrały już Brazylia, Rosja i Francja, a to znaczy, że poziom się wyrównał. Dobrze na razie gra Bułgaria, ale Ligę Światową też nieźle zaczęła, a potem coś się tam zacięło. Wszyscy pytają o Rosjan, mówią że oni mają problemy. A ja odpowiadam, że my patrzymy na siebie. Jak będziemy grali dobrze, nikogo nie musimy się obawiać. Jak bardzo dobrze - możemy wygrać z każdym.
Naprawdę tak to wygląda w liczbach? Nawet nie wiedziałem. Ze statystyk patrzę tylko na te zespołowe i na bilans rywali. Tym przyglądam się szczegółowo, inne mnie nie interesują. A Polska jest tak wysoko akurat w tym elemencie, bo bardzo skuteczni są także Mariusz Wlazły i Michał Winiarski.
Wszyscy powtarzacie, że statystyki indywidualnie nie są ważne, że nawet na nie nie patrzycie. To chyba wersja oficjalna...
O tym, że jestem tak wysoko w klasyfikacji na najlepiej atakującego powiedział mi któregoś dnia Raul Lozano. Czasem zerkniemy w różne zestawienia, ale na pewno nie przeżywamy specjalnie tego, że prowadzi się w rankingu.
I nie byłby Pan zadowolony, zdobywając 50 tysięcy dolarów dla najskuteczniejszego atakującego? A potem może jeszcze kolejne 100 tysięcy przeznaczone dla najlepszego siatkarza mistrzostw?
By mieć na to szanse, przede wszystkim trzeba grać w drużynie, która daleko zajdzie. I znów wracamy do tego, że ważniejszy jest bilans zespołu. A pieniądze z nagród indywidualnych dzielimy w reprezentacji: połowę bierze zwycięzca klasyfikacji, połowę reszta drużyny.
To, że kończycie tyle ataków ze skrzydeł to efekt waszej siły, czy słabości rywali?
Jesteśmy bardzo mocni, to jest pewne. A rywale aż tak słabi nie byli, bo to jest mundial i słabeuszy nie ma. Trzeba być bez przerwy skoncentrowanym, bo każdy wykorzysta nawet chwilę nieuwagi, by zabrać nam seta. Na to nie można pozwolić, bo strata jednej partii oznaczałaby możliwość spadku w tabeli, ale także konieczność dłuższej gry. A to właśnie zdrowie może zadecydować w końcówce najważniejszego seta. Teraz jest taki moment, że zaczyna narastać zmęczenie fizyczne i psychiczne. Każdy mecz będzie testem tego, co tak naprawdę potrafimy.
Prawdziwym sprawdzianem będą dopiero spotkania z Rosją i Serbią, we wtorek i środę.
Tunezji i Kanady też nie wolno nam zlekceważyć. Z Rosją i Serbią będziemy pewnie bić się o półfinał, ale nie można pozwolić sobie wcześniej na żadne straty.Trzeba być czujnym, bo na tych mistrzostwach nie ma zdecydowanych faworytów. Przegrały już Brazylia, Rosja i Francja, a to znaczy, że poziom się wyrównał. Dobrze na razie gra Bułgaria, ale Ligę Światową też nieźle zaczęła, a potem coś się tam zacięło. Wszyscy pytają o Rosjan, mówią że oni mają problemy. A ja odpowiadam, że my patrzymy na siebie. Jak będziemy grali dobrze, nikogo nie musimy się obawiać. Jak bardzo dobrze - możemy wygrać z każdym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|