Dziennik Gazeta Prawana logo

Minister sportu: W PZPN będzie kurator

12 października 2007, 14:26
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Czekam do 11 grudnia. Potem do PZPN wprowadzam kuratora" - odgraża się minister sportu Tomasz Lipiec. Tego dnia wygasa ostateczny termin wprowadzenia procedury zawieszającej władze piłkarskiej centrali. W rozmowie z DZIENNIKIEM minister zapewnia, że nie zawaha się podjąć takiej decyzji.

Dariusz Łuszczyna: Dzisiaj mija termin zatwierdzenia nowego statutu PZPN i ordynacji wyborczej związku przez specjalną komisję z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Sportu, PZPN, Ekstraklasy SA, FIFA i UEFA. Czy tej speckomisji udało się osiągnąć porozumienie?
Tomasz Lipiec: Nie, ponieważ w kluczowych kwestiach opór PZPN jest wręcz niezwykły. Listkiewicz i jego współpracownicy stawiają na swych zaufanych kolegów z wojewódzkich i okręgowych związków piłki nożnej. Przy wyborze nowego prezesa znowu najwięcej do powiedzenia miałby tak zwany teren, a nie najsilniejsze kluby. Teren reprezentowany przez ludzi z futbolu amatorskiego ma wybierać władze centrali, by w zamian współdecydować o piłce zawodowej, gdzie są największe pieniądze!

Najsilniejszych klubów jest tylko 16 spośród ponad 5 tysięcy 600 w całym kraju. To argument szefów PZPN.
Ale ja to widzę i doceniam. Niech więc działacze z województw i okręgów zajmą się futbolem młodzieżowym i niższymi ligami. Czas, by piłkę zawodową przejęli wyspecjalizowani menedżerowie. Proponuję, by wojewódzkie związki i kluby ekstraklasy miały po 45 procent głosów wyborczych, a pozostałe 10 procent przedstawiciele zawodników i reprezentanci piłki kobiecej. Prezes byłby wybierany 51 procentami głosów, a zarząd PZPN liczyłby od 9 do 11 członków. Po to, by komercyjny związek mógł być zarządzany jak przedsiębiorstwo. Ale ludzie z PZPN o takim rozwiązaniu nie chcą nawet słyszeć.

A Pan jest zbyt miękki, by im się przeciwstawić?
Słyszałem, że taki jestem i bardzo się cieszę, że szefowie PZPN mają dziś świetne samopoczucie. Zobaczymy, jak długo jeszcze...

Właśnie jak długo, bo przecież zapowiedział Pan wprowadzenie do PZPN kuratora, jeśli misja pięciostronnej komisji zakończy się fiaskiem?
Jestem przekonany, że dysponuję już wszelkimi argumentami, by właśnie tak rozwiązać problemy PZPN. Komisja, jak ją nazwałem, ostatniej szansy miała stworzyć nowoczesne i przejrzyste ramy prawne, które stałyby się podstawą funkcjonowania PZPN w przyszłości. Natomiast drugim, niezależnym kierunkiem działań Ministerstwa Sportu jest rozliczenie przeszłości piłkarskiego związku. A ta, na co mamy wystarczające dowody zebrane przez różne kontrole, nierzadko kolidowała z prawem.

To na co Pan czeka? A może po aferach ze służbową kartą, którą płacił Pan za swoje przyjęcie urodzinowe, czy ostatnio ujawnionymi fałszerstwami podpisów na dokumentach warszawskiego OSiR woli Pan siedzieć cicho?
Czekam do 11 grudnia, bo tego dnia wygasa ostateczny termin wprowadzenia procedury zawieszającej władze PZPN. A co do korzystania ze służbowej karty płatniczej to kontrolerzy z kancelarii premiera potwierdzili, że miałem prawo nią płacić za przyjęcie urodzinowe. Środki na takiej karcie są częścią mojego wynagrodzenia. Natomiast rzekome fałszerstwa podpisów na dokumentach WOSiR to intryga szyta bardzo grubymi nićmi. Bo autorami podpisów na dokumentach nie są osoby podstawione, lecz do dzisiaj w WOSiR pracujące. Złożyłem w tej sprawie doniesienie do zastęcy prokuratora krajowego. Niektórzy ludzie, próbując mnie oczernić, sami popełnili przestępstwo.

Ale Pan jest jedynym ministrem, który ostatnio bywa kojarzony albo z nadużywaniem stanowiska, albo z bałaganem w dokumentach. Przypadek?
Czarny PR wokół mnie pojawił się wtedy, gdy rozpocząłem walkę z działaczami PZPN. Sprawa karty płatniczej została nagłośniona w dniu, w którym PZPN przysłał do nas pismo z żądaniem zawieszenia postępowania mającego wprowadzić do związku kuratora. A skandal z dokumentami WOSiR miał dowieść, że minister mówi o walce z aferzystami, a tak naprawdę to on jest aferzystą. Jeżeli nie możesz walczyć z przeciwnikiem na argumenty, to podaj w wątpliwość jego uczciwość. Takie metody stosowały władze socjalistycznej Polski, taka jest dziś strategia PZPN.

A pańska dyskwalifikacja za stosowanie dopingu to też wymysł? Po latach zwolnił Pan z funkcji szefa komisji antydopingowej profesora Jerzego Smorawińskiego, który wtedy Pana ukarał. To też czarny PR?
Profesor Smorawiński przestał pełnić tę funkcję, bo akurat skończyła się jego kadencja. A nie powołałem go do nowej komisji, bo zawsze wcielał się w rolę prokuratora, a nie sędziego, i na dodatek był niewolnikiem bezdusznej statystyki. Kiedy w polskim laboratorium wykryto u mnie niedozwolony środek, pojechałem do Stuttgartu, by zbadać próbkę B w atestowanym laboratorium. Wynik był negatywny. Ale w Polsce uznano mnie za oszusta. Miałem wtedy 20 lat i nie tylko nie wiedziałem, jak mam się bronić, ale też jakich odżywek czy lekarstw powinienem unikać.

Eugeniusz Kolator, pierwszy wiceprezes związku, stwierdził publicznie, że jeżeli odważy się Pan zawiesić władze PZPN, to on skieruje sprawę do sądu, który zawiesi Pana decyzję.
Też słyszałem to buńczuczne oświadczenie pana Kolatora i przeżyłem szok. Ten pan ma aż takie układy w palestrze, że już dziś zna wyrok sądu w sprawie zawieszenia przeze mnie władz PZPN? Zresztą Kolator, Listkiewicz i spółka imają się różnych perfidnych chwytów. Kiedy poczuli, że atmosfera wokół związku znowu zaczęła gęstnieć, rozpowszechnili informację, że Polska z Ukrainą już właściwie wygrały wyścig o organizację finałów EURO 2012. Przypomnę, że Węgry i Chorwacja ubiegają się o tę imprezę po raz trzeci. Że dodatkowym atutem Włochów jest ich skuteczna walka z korupcją. „Dlaczego nie potraficie, jak Włosi, zwalczyć u siebie korupcji? pytał naszą delegację w Zurychu Sepp Blatter. Ale jeśli przegramy rywalizację o organizację Euro 2012, to winny temu będzie oczywiście zły minister sportu, który wprowadził do PZPN kuratora.

Zaryzykuje Pan możliwość wykluczenia Polski z międzynarodowych rozgrywek i przekreślenia szans reprezentacji Beenhakkera na awans do finałów Euro 2008?
Rządy kuratora w PZPN to operacja zamknięta w czasie. Po 3 miesiącach sytuacja się unormuje. I to zgodnie z oczekiwaniami FIFA czy UEFA. A propos Beenhakkera. Ja pierwszy proponowałem zwolnić Janasa i zastąpić go trenerem zagranicznym. Ogłosiłem to podczas konferencji prasowej tuż po powrocie reprezentacji z turnieju w Niemczech. Tego samego dnia Listkiewicz odwiedził mnie w ministerstwie. Wtedy bronił kandydatury Stefana Majewskiego, dziś chełpi się, że wymyślił Beenhakkera.

13 grudnia Wisła Kraków rozegra ostatni mecz w PUEFA, dwa dni później zawiesi Pan władze PZPN. 15 marca zakończą się rządy kuratora i Polska wróci do łask FIFA. A 24 marca reprezentacja rozegra pierwszy w 2007 r. mecz eliminacyjny. Taki będzie scenariusz?
Funkcję ministra sportu traktuję jak misję, której podstawą jest zrobienie porządku w PZPN. I ja ten porządek zaprowadzę, choćby przeciwnicy wymyślili jeszcze tysiąc szkalujących mnie bredni. A scenariusz, który pan przedstawił, na pewno jest logiczny.

Tomasz Lipiec, minister sportu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj