To skandal! Napastnik Odry Opole Maxwell Kalu specjalnie założył buty z metalowymi wkrętami, by zrobić krzywdę klubowemu koledze! Po ostrym wejściu czarnoskórego piłkarza Grzegorz Kochanowski trafił do szpitala, gdzie na rozciętą nogę założono mu 20 szwów - pisze "Fakt".
Obaj piłkarze rywalizują o miejsce w ataku opolskiego drugoligowca. Nic jednak nie zapowiadało, że Kalu może posunąć się aż do tego, by wyeliminować rywala do
miejsca w podstawowej jedenastce. "Graliśmy treningową gierkę, a ja tym razem występowałem w obronie. W pewnym momencie wślizgiem sfaulowałem Maxwella. Przeprosiłem go, a on
natychmiast pobiegł zmienić buty. Rezerwowy bramkarz i masażysta słyszeli, jak mówił, że ktoś tu zaraz trafi do szpitala" - wspomina Kochanowski.
Nikt nie potraktował tej groźby poważnie, jednak w kolejnej akcji Kalu bardzo ostro sfaulował Kochanowskiego. Rozszarpana metalowymi wkrętami noga wyglądała strasznie i zawodnika natychmiast przewieziono do szpitala. "Miałem szczęście, że zerwana została tylko błona otaczająca mięsień, a on sam został nienaruszony" - mówi Grzegorz.
Piłkarz w sobotę miał wyjść do domu. Będzie jednak musiał zostać w szpitalu. "Obrzęk nie chce schodzić i już teraz wiadomo, że wrócić do treningów będę mógł najwcześniej za siedem tygodni, a nie za trzy, jak początkowo sądzono. Dziś lekarz zadecyduje, czy wypisać mnie do domu" - mówi napastnik Odry. Kochanowski cieszy się jednak, że nie będzie musiał pauzować przez kilka miesięcy, jak w 2004 roku, gdy z powodu zatoru w pachwinie był bliski śmierci.
W tym tygodniu zarząd Odry ma podjąć decyzję o przyszłości Nigeryjczyka w opolskim klubie. Wydaje się, że może być tylko jedna. Kalu powinien opuścić klub, podobnie jak były gracz Śląska Frank Egharevba, który kilka miesięcy temu zranił w głowę swojego klubowego kolegę i współlokatora Tomasza Rudolfa. Obrońca Śląska wytoczył proces Nigeryjczykowi. Nad podobnym krokiem zastanawia się Kochanowski. "On to zrobił specjalnie, dlatego zastanawiam się, czy nie podać go do sądu. Mógł zakończyć moją piłkarską karierę!" - powiedział zszokowany Kochanowski.
Nikt nie potraktował tej groźby poważnie, jednak w kolejnej akcji Kalu bardzo ostro sfaulował Kochanowskiego. Rozszarpana metalowymi wkrętami noga wyglądała strasznie i zawodnika natychmiast przewieziono do szpitala. "Miałem szczęście, że zerwana została tylko błona otaczająca mięsień, a on sam został nienaruszony" - mówi Grzegorz.
Piłkarz w sobotę miał wyjść do domu. Będzie jednak musiał zostać w szpitalu. "Obrzęk nie chce schodzić i już teraz wiadomo, że wrócić do treningów będę mógł najwcześniej za siedem tygodni, a nie za trzy, jak początkowo sądzono. Dziś lekarz zadecyduje, czy wypisać mnie do domu" - mówi napastnik Odry. Kochanowski cieszy się jednak, że nie będzie musiał pauzować przez kilka miesięcy, jak w 2004 roku, gdy z powodu zatoru w pachwinie był bliski śmierci.
W tym tygodniu zarząd Odry ma podjąć decyzję o przyszłości Nigeryjczyka w opolskim klubie. Wydaje się, że może być tylko jedna. Kalu powinien opuścić klub, podobnie jak były gracz Śląska Frank Egharevba, który kilka miesięcy temu zranił w głowę swojego klubowego kolegę i współlokatora Tomasza Rudolfa. Obrońca Śląska wytoczył proces Nigeryjczykowi. Nad podobnym krokiem zastanawia się Kochanowski. "On to zrobił specjalnie, dlatego zastanawiam się, czy nie podać go do sądu. Mógł zakończyć moją piłkarską karierę!" - powiedział zszokowany Kochanowski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|