O Argentyńczyku Carlosie Tevezie mówiono, że to nowy Maradona. Jednak różnica między nimi jest wielka. Bo Maradonie za założenie koszulki reprezentacji Brazylii na kilka sekund zapłacono 250 tysięcy dolarów. Tevez taką samą koszulkę musi zakładać za karę - pisze DZIENNIK.
Tevez w tym sezonie ligi angielskiej w barwach West Ham jeszcze gola nie strzelił, choć w zeszłym sezonie dla brazylijskiego Corinthians zdobył 25 bramek. W sobotnim
meczu z Shieffield menedżer West Ham Alan Pardew zdjął go z boiska po godzinie gry. Argentyńczyk nie czekał aż spotkanie się skończy, tylko poszedł prosto do domu. Pardew się wściekł.
"Wcześniej tylko raz w mojej karierze zdarzyło się tak, aby piłkarz w ten sposób okazywał brak szacunku drużynie. Może to różnice kulturowe? Może Teveza tak wychowano w
Argentynie. To młody chłopak, więc ma jeszcze czas na naukę" - powiedział Pardew.
Najpierw ustalono, że za karę Tevez przeznaczy tysiąc funtów na cele charytatywne. Rada drużyny uznała jednak, że tysiąc funtów to nic dla kogoś, kto zarabia kilkadziesiąt tysięcy tygodniowo. Napastnik przez najbliższe 14 dni musi więc trenować w koszulce reprezentacji Brazylii.
Tevez poczuł się wystarczająco upokorzony już w sobotę, gdy w meczu z Sheffield zmienił go 40-letni Teddy Sheringham. Pardew przyznał wprost, że potrzebował kogoś wysokiego, kto walczyłby o górne piłki. Pytany o Teveza, tego nowego Maradonę, który w Brazylii był przyjmowany w gabinetach prezydenta kraju Lucio da Silvy, odpowiedział, że młodzian ma jeszcze czas. A ten młodzian tak naprawdę ma już dość. "Obrońcy Premiership to zwierzęta" - powiedział niedawno Tevez.
Jak nie zwierzęta, to dzikusy (jak Robbie Savage z Blackburn). Albo gryzonie, jak Jermain Defoe z Tottenhamu, który ugryzł w ramię kolegę Teveza z West Ham Javiera Mascherano. Argentyńczyk przez kilka minut zwijał się z bólu, a gdy doszedł do siebie, powiedział, że cios dwiema jedynkami to najgorsza rzecz, jaka spotkała go w Anglii. Po chwili spotkało go coś jeszcze gorszego. Menedżer Tottenhamu Martin Jol śmiejąc się określił zachowanie Defoe jako „komiczne dziobanie”.
"Wiedziałem, że różnica między ligą brazylijską a angielską będzie duża, ale nie wiedziałem, że aż tak. Dryblować tutaj nie możesz, musisz grać na pierwszy kontakt, bo w przeciwnym razie rywale zjedzą ci nogi" - mówi zniesmaczony Tevez. "Nie ma tutaj małych obrońców, wszyscy są wysocy i bardzo silni. W Ameryce Południowej wychodzisz na boisko, bo masz niezłą technikę, ale nie tutaj" - żali się piłkarz.
Najpierw ustalono, że za karę Tevez przeznaczy tysiąc funtów na cele charytatywne. Rada drużyny uznała jednak, że tysiąc funtów to nic dla kogoś, kto zarabia kilkadziesiąt tysięcy tygodniowo. Napastnik przez najbliższe 14 dni musi więc trenować w koszulce reprezentacji Brazylii.
Tevez poczuł się wystarczająco upokorzony już w sobotę, gdy w meczu z Sheffield zmienił go 40-letni Teddy Sheringham. Pardew przyznał wprost, że potrzebował kogoś wysokiego, kto walczyłby o górne piłki. Pytany o Teveza, tego nowego Maradonę, który w Brazylii był przyjmowany w gabinetach prezydenta kraju Lucio da Silvy, odpowiedział, że młodzian ma jeszcze czas. A ten młodzian tak naprawdę ma już dość. "Obrońcy Premiership to zwierzęta" - powiedział niedawno Tevez.
Jak nie zwierzęta, to dzikusy (jak Robbie Savage z Blackburn). Albo gryzonie, jak Jermain Defoe z Tottenhamu, który ugryzł w ramię kolegę Teveza z West Ham Javiera Mascherano. Argentyńczyk przez kilka minut zwijał się z bólu, a gdy doszedł do siebie, powiedział, że cios dwiema jedynkami to najgorsza rzecz, jaka spotkała go w Anglii. Po chwili spotkało go coś jeszcze gorszego. Menedżer Tottenhamu Martin Jol śmiejąc się określił zachowanie Defoe jako „komiczne dziobanie”.
"Wiedziałem, że różnica między ligą brazylijską a angielską będzie duża, ale nie wiedziałem, że aż tak. Dryblować tutaj nie możesz, musisz grać na pierwszy kontakt, bo w przeciwnym razie rywale zjedzą ci nogi" - mówi zniesmaczony Tevez. "Nie ma tutaj małych obrońców, wszyscy są wysocy i bardzo silni. W Ameryce Południowej wychodzisz na boisko, bo masz niezłą technikę, ale nie tutaj" - żali się piłkarz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|