Dziennik Gazeta Prawana logo

Serbski siatkarz gratuluje Polakom

12 października 2007, 14:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Najlepszy atakujący mistrzostw świata jest pod wrażeniem gry Polaków. Gratuluje naszym wygranej, ale obiecuje, że Serbowie jeszcze raz zagrają z Polakami na japońskiej imprezie - w wielkim finale. "Ale wtedy wygra Serbia" - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Ivan Milijković.

Polska i Serbia w półfinałach mistrzostw świata, Rosja poza strefą medalową. Spodziewał się pan przed turniejem takich rozstrzygnięć?
Rosja zawsze jest bardzo groźnym przeciwnikiem. Zawsze trzeba ich szanować, być wyjątkowo skoncentrowanym na mecze z nimi i traktować ich jak faworytów. Tu było wiadomo, że walkę o dwa miejsca w strefie medalowej stoczą trzy drużyny. My i wy pokonaliśmy Rosję, dlatego gramy dalej, a jej nie będzie na podium. Dla nas była to nawet trochę dziwna sytuacja, że pierwszy mecz w turnieju jest tak ważny. To był praktycznie ćwierćfinał mistrzostw! Pokonaliśmy Rosjan 3:0, grając naprawdę świetnie. To był wymarzony początek.

Słyszałem, że pan był przekonany, że Polacy również pokonają Rosję?
Graliśmy przeciwko wam w Lidze Światowej i każdy mecz był bardzo zacięty. Skoro mogliście nawiązać z nami walkę, mogliście także ograć Rosjan. Mieliście też czas na przygotowania, bo nie graliście meczów ligowych. To było ważne.

Pan i wielu pana kolegów musiało tymczasem występować w lidze włoskiej.
Dokładnie. To nie było dla nas korzystne. Ale nie ma co narzekać, bo przecież Seba Świderski i Michał Winiarski też zaczęli rozgrywki w Italii.

Naprawdę zawieszenie w Polsce rozgrywek ligowych przed mistrzostwami świata było tak ważnym czynnikiem?
Nie zrozumiesz jak ważnym, nie będąc zawodnikiem. Nie zrozumiesz też tego, nie pracując z Raulem Lozano. Pracując naprawdę ciężko. Raul miał dużo czasu, by poprawić grę Polaków. Gracie teraz dużo lepiej niż podczas Ligi Światowej, lepiej niż we wcześniejszych spotkaniach.

Co się zmieniło na lepsze w grze polskiej drużyny?
Najważniejsze jest to, że Polacy już nie robią błędów. Taka jest zasada Raula Lozano: jak najrzadziej tracić punkty po własnych pomyłkach. Wy już ich nie tracicie.

Czyli Lozano jest najważniejszą postacią w polskim zespole?
Nie, u was każdy jest ważny. Było to widać w spotkaniu z Rosją. Każdy zna swoją rolę i dobrze ją odgrywa. Poza tym Polacy stali się prawdziwą drużyną. U innych tak bardzo tego nie widać.

To sprawiło, że Polska po latach porażek pokonała tak Rosję, jak i Serbię?
Cóż, to musiało się kiedyś zdarzyć. To była tylko kwestia czasu. Robiliście systematyczne postępy, efekty musiały przyjść. Polska gra naprawdę dobrze w tych mistrzostwach świata, dlatego odnosi zwycięstwa. Ale nie jest wykluczone, że gdy spotkamy się raz jeszcze w tym turnieju, zwycięży Serbia. Mam taką nadzieję.

Porażka z Polską skazała was na mecz z Brazylią. Chcieliście grać przeciwko mistrzom świata?
Popełniliśmy zbyt wiele błędów, pomyliliśmy się bardzo wiele razy. Dlatego z wami przegraliśmy. Ja chciałem wygrać, nie myśląc o tym, na kogo potem trafiamy. Teraz mam w głowie już tylko Brazylię.

Pamięta pan jakiś mecz, w którym pana, najlepszego atakującego świata, tyle razy zablokowano?
To się czasem zdarza. Dostałem w meczu z Polakami pięć bloków. Sporo, ale to nie tragedia. Tym bardziej, że wasi zawodnicy dobrze grali na siatce, a ja nie robiłem wielu błędów. A to jest zawsze moim celem.

Spytam jeszcze o półfinały: Bułgaria wygląda na słabszy zespół niż Brazylia. Przegrała z nią ostatni mecz w grupie 1:3.
Nie zgodzę się z twierdzeniem, że Bułgaria jest słabsza. Wygrała przecież z Francją i z Włochami. A w tym ostatnim meczu mogła sobie pozwolić na grę rezerwowymi, więc ten wynik o niczym nie świadczy.

A wynik meczu Polska Serbia może o czymś świadczyć?
Na pewno nie o tym, że nie zdobędziemy mistrzostwa świata. Pokazał, że Polska jest bardzo silna, ale my nadal pozostajemy w grze. I nadal chcemy zdobyć mistrzostwo świata.

To jest wasz cel?
Tylko to. Bo tylko tego medalu brakuje nam w kolekcji.

Jeśli zdobędziecie w Japonii mistrzostwo, to zespół, który był już najlepszy w Europie i w igrzyskach olimpijskich przestanie istnieć. Odejdą starsi zawodnicy, nie będzie już dawnej Serbii...
Nie myślę o tym teraz. Teraz celem jest złoto. A potem? Cóż, ja mam dopiero 27 lat. Wszystko przede mną.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj