Sebastian Świderski nie rzuca słów na wiatr. Przed wylotem na mistrzostwa świata obiecał. "Jedziemy do Japonii po medal. Jak go nie zdobędziemy, to chyba popełnimy harakiri" - mówił "Faktowi" kapitan biało-czerwonych. Na szczęście medal jest o krok, więc Polacy nie będą musieli popełniać samobójstwa...
Polscy siatkarze na pewno wrócą z mistrzostw z tarczą. A sam Świderski może wrócić jeszcze z kilkoma czekami. Pierwszy może dostać jeżeli wygra klasyfikację na najskuteczniej atakującego. Za to można dostać 50 tysięcy dolarów.
Ale kapitan drużyny, może dostać jeszcze więcej. Jeżeli zostanie wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju, wówczas może dostać jeszcze okrągłe sto tysięcy dolarów. Na razie Świderski myśli o drużynie. Ale jeżeli wygra, to wie co zrobi z pieniędzmi. "Połowę zostawię sobie, połowę dam chłopakom z drużyny" - powiedział "Faktowi" Świderek. A na nim można polegać jak na Zawiszy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|