Dziennik Gazeta Prawana logo

Raul Lozano: Jestem pracoholikiem

12 października 2007, 14:31
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Trener biało-czerwonych nie jest zaskoczony dobrą grą Polaków na mistrzostwach świata. Bo niby czemu miałby być zaskoczony. Sam ich wytrenował, więc wie na co ich stać. Jeżeli mówi, że zdobędą mistrzostwo, to tak jest. Czemu tak się dzieje? "Jestem pracoholikiem" - wyjawił DZIENNIKOWI swój sekret Raul Lozano.
Co pan zrobił z polskimi siatkarzami, że wreszcie przestali przegrywać najważniejsze mecze?
To nie są żadne cuda, tylko długie godziny bardzo ciężkiej pracy. Zawodnicy uwierzyli w jej sens i dużo poświęcili, by tu w Japonii rozegrać turniej swojego życia. Uwierzyli mi, że możemy wspólnie osiągnąć bardzo dobry wynik. I nie zawiedli się. Ja w nich też wierzyłem, bo wielu prezentowało już wcześniej umiejętności, pozwalające mieć nadzieję na bardzo dobre wyniki.

Czyli zespół był przeciętny, chociaż składał się z dobrych siatkarzy?
Na tyle dobrych, że to pozwalało myśleć o postępie, o sukcesach w wielkich imprezach. Prowadziłem wcześniej reprezentację Hiszpanii i tam nie miałem wielkiej nadziei na możliwość gry z nimi o medale świata. W Polsce sytuacja jest inna, bo miałem do dyspozycji lepszych siatkarzy. Przed mistrzostwami świata mówiłem „Dziennikowi, że piąte miejsce będzie bardzo dobrą lokatą. To nie znaczyło, że nie chciałem awansować wyżej. Próbowałem jedynie zdjąć presję z zawodników. Teraz już mogę powiedzieć o umowie ze sponsorem reprezentacji, że otrzymam specjalną premię tylko w wypadku zdobycia medalu. Wiedziałem, co proponuję. A to oznacza, że wierzyłem w ten zespół.

W specjalnym wywiadzie dla „Dziennika Andrea Zorzi mówi, że wierzy pan przede wszystkim w sens ciężkiej pracy. O treningach z panem zawodnicy mówią, że należały do najbardziej wyczerpujących w ich karierze. Można nazywać pana „katem, jak Huberta Wagnera?
Nie uważam się za kata. Po prostu jestem pracoholikiem, który przykłada wielką wagę do przygotowania fizycznego. Dlatego spędziliśmy tyle godzin na siłowni i w hali ośrodka w Spale. Wykonując tak ciężką pracę, trafiliśmy do najlepszej czwórki na świecie to oznacza, że było warto. Z Hubertem Wagnerem proszę mnie w żadnym razie nie porównywać. To byłby dla mnie zaszczyt, na który nie zasłużyłem. Jego reprezentacja zdobyła mistrzostwo świata i olimpijskie, my jeszcze nic tak naprawdę nie wygraliśmy. Rozmawiałem długo z kilkoma zawodnikami z kadry Huberta Wagnera i mówili, że pracowali naprawdę ciężko, wylali bardzo dużo potu. Ale to na razie jedyne podobieństwo.

Pan już zdobył mistrzostwo świata, tyle że klubowe, z włoskim Milan Volley. A jednak powiedział pan po meczu z Serbią, że to awans do półfinału z Polską jest największym sukcesem w pana karierze.
Bo tak uważam. Waga sportowa obecnego sukcesu jest większa. Medal mistrzostw świata jest wart więcej niż puchary klubowe i tytuły mistrza Włoch, choć o tamte też jest bardzo ciężko.

Kibice w Polsce uważają podobnie. Słyszał pan o euforii jaka ogarnęła kraj?
Słyszałem, że wszyscy nam kibicują, a w szkołach przerywane są lekcje, by uczniowie mogli zobaczyć transmisje z naszych meczów. Niby znam polskich fanów i wiem, jacy są wspaniali, ale w coś takiego aż trudno mi uwierzyć. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem, jestem w wielkim szoku.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj