Dziennik Gazeta Prawana logo

Austriacki skoczek: Małysz jest moim idolem

12 października 2007, 14:43
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Gregor Schlierenzauer w sobotę udowodnił, że ma ogromny talent. W wieku szesnastu lat potrafi wygrywać z doświadczonymi zawodnikami. W sobotę w Engelbergu skoczek wygrał swój pierwszy turniej Pucharu Świata. W niedzielę był trzeci. Przed Adamem Małyszem. "Ale on i tak jest moim idolem" - mówi DZIENNIKOWI Schlierenzauer.
W marcu tego roku w Oslo debiutowałeś w Pucharze Świata. Konkurs wygrał wtedy Adam Małysz.
Tak, pamiętam oczywiście te zawody. Po swoim skoku patrzyłem na próbę Małysza. On jest moim sportowym idolem.

W sobotę w Engebergu to jednak on składał ci gratulacje.
Już drugi raz w tym sezonie. Jestem z tego dumny. Ale wiem, że sytuacja może się błyskawicznie zmienić. On w każdej chwili może wygrać ze wszystkimi. To widać po jego skokach. Niewiarygodne, że można tak długo utrzymywać się na tak wysokim poziomie.

Można też błyskawicznie spaść z samego szczytu na dno. Jak dwukrotny mistrz olimpijski Szwajcar Simon Ammann.
On też jest dla mnie wzorem. Z zapartym tchem oglądałem jego skoki na igrzyskach w Salt Lake City. A teraz udowadnia, że konsekwentną, ciężką pracą można odzyskać miejsce w elicie. Podoba mi się w nim także to, że w trudnych dla niego czasach zawsze był na skoczni uśmiechnięty od ucha do ucha.

Ty też zachowujesz się bardzo swobodnie. Ten cały gwar wokół twoich zwycięstw zdaje się nie robić na tobie żadnego wrażenia.
Ta swoboda, ten luz są dla mnie najważniejsze. Kiedy bierzesz rzeczy zbyt poważnie, sam stajesz się swoim wrogiem. Jasne, że w zawodach jestem zmotywowany, chcę wygrać, odczuwam stres, napięcie, ale mimo to zachowuję spokój, dystans do tego wszystkiego, żeby nie stracić tego wyjątkowego smaku do skakania. No, ale takim trzeba się urodzić.

Luz, spokój... Twoi koledzy z austriackiej ekipy mówią jednak, że potrafisz często być bardzo drobiazgowy.
To dranie. Rzeczywiście, jestem perfekcjonistą i wiem, że czasem z tym przesadzam. Jeżeli coś robię, to nie ma dla mnie rzeczy nieważnych, czy jest smarowanie nart, czy proste ćwiczenie. Taki już jestem, chociaż zdaję sobie sprawę, że to może być męczące dla mojego otoczenia.

Łatwo zachować spokój i luz, kiedy wszystko idzie jak z płatka. A tak jest u ciebie.
To prawda. Od początku wiedzie mi się znakomicie, sukces goni sukces. A teraz wygrałem po raz drugi w Pucharze Świata. To, co się dzieje w ostatnich miesiącach, jest niewiarygodne. Już samo wywalczenie prawa startu w letnim Grand Prix było dla mnie wielkim wydarzeniem. Nie oczekiwałem po tych startach zbyt wiele, a tu w Hinterzarten wylądowałem na trzecim miejscu, przed Małyszem, który był wtedy na szósty. I od tej chwili cały czas idzie mi z górki.

Wcześniej byłeś jeszcze mistrzem świata juniorów. Nie było po drodze żadnych załamań?
Było źle dwa lata temu. W dwa miesiące urosłem o siedem centymetrów i wszystko w moich skokach trzeba było ustawiać od początku. Pozbierałem się jednak dość szybko i znów zacząłem skakać w miarę przyzwoicie.

To jest jakaś szansa dla twoich rywali. Przecież jeszcze trochę chyba urośniesz?
Niech raczej nie mają takich złudzeń. Dużo to ja już nie będę rósł. Mam teraz 177 centymetrów, a jeżeli nawet przybędzie jeden czy dwa, nie będzie to już stanowiło większego problemu.

Nie powiesz oczywiście, jak to robisz, że skaczesz dalej od Małysza?
Sam tego nie wiem, słowo honoru. Może kiedyś, w poprzednim wcieleniu, byłem ptakiem? Powietrze to mój żywioł. A do tego wszystko gra -- sprzęt, forma.

A jak ptak-Gregor trafił do skoków?
Przypadkiem. Kolega szkolny zapytał, czy nie chciałbym spróbować, jak to smakuje. To było w 1999 roku. Skoczyłem i wpadłem po uszy.

Twój wujek i zarazem menedżer Markus Prock był świetnym saneczkarzem, medalistą mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Nie chciałeś iść jego śladem?
Tak, stale się plątałem na torze koło niego i męczyłem, żeby dał mi pojeździć. Ale potem odkryłem skoki i już świata poza nimi nie widzę. Za każdym razem, kiedy staję na skoczni, jestem szczęśliwy. Kiedy jedziesz na próg, czujesz taki lekki dreszczyk w całym ciele, a potem się wybijasz, czujesz się wyzwolony i lecisz. To trzeba samemu przeżyć, żeby zrozumieć, o czym mówię.

Fajnie jest robić to, co się lubi i jeszcze dostawać za to niezłe pieniądze. W tym sezonie zarobiłeś już w Pucharze Świata 76 tys. franków szwajcarskich (ok. 220 tys zł) i na liście płac jesteś liderem.
Na pewno nie przepuszczę tych pieniędzy. Nie mam żadnego kosztownego hobby, chociaż lubię pograć sobie w pokera. Ale gram z kolegami, po parę groszy.


16-letni Gregor Schlierenzauer w rankingu najmłodszych zwycięzców konkursów o Puchar Świata jest na szóstej pozycji. Młodsi od niego byli, kiedy wygrywali, tylko Kanadyjczyk Steve Collins, Austriak Thomas Morgenstern, Finowie Toni Nieminen i Janne Ahonen oraz Słoweniec Primoż Peterka.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj