Od dnia wybuchu afery korupcyjnej w polskiej piłce Listkiewicz powtarzał, że nigdy nie miał wpływu na sędziów. Próbował wszystkich przekonać, że sprawy dotyczące arbitrów są mu obce. "Fakt" dotarł jednak do sędziego Zbigniewa Marczyka, który ze szczegółami opowiadał, że przed meczem Szczakowianki z Legią w 2003 roku prezes tłumaczył mu, jak sędziować. Niecodzienny instruktaż od Listkiewicza dostał wówczas najstarszy i najdłużej sędziujący w ekstraklasie arbiter.
Po tej publikacji Listkiewicz postawił dziennikarzowi "Faktu" prywatny zarzut z artykułu 212 kodeksu karnego. Zarzucał mu "co najmniej dwustopniową manipulację". A za takie przestępstwo można trafić za kratki nawet na dwa lata. Sąd jednak odrzucił powództwo Listkiewicza przeciw "Faktowi". Teraz prezes PZPN będzie musiał ponieść koszty postępowania sądowego.
Więcej we wtorkowym wydaniu "Faktu".