Sezon w piłkarskiej lidze rosyjskiej skończył się pod koniec listopada, ale wciąż do końca nie wiadomo, kto zdobył mistrzostwo, a kto spadnie z ligi. Dlaczego? Właściciele wielu klubów twierdzą, że CSKA Moskwa załatwiła sobie tytuł poza boiskiem, kupując kilka spotkań - pisze DZIENNIK.
Afera jest coraz większa, bo jeden ze spadkowiczów - Torpedo Moskwa, w którym gra dwóch Polaków - Marcin Kuś i Grzegorz Piechna, chce za wszelką cenę utrzymać
się kosztem drużyn spoza stolicy.
Torpedo podobno nie miało szans, gdyż koalicję założyły cztery klubu spoza Moskwy - Łucz-Energia, Krylia Sowietow Samara, Tomsk i Rostów. "Moskwa straciła jeden zespół w ekstraklasie, dlatego zrobiło się tyle szumu. Nikomu nie chce się daleko latać, więc lepiej, żeby spadł ktoś inny. Stolica to stolica" - mówi DZIENNIKOWI Krzysztof Łągiewka, obrońca Krylii.
Trudno powiedzieć, ile było tych ustawionych meczów. Zespoły z domniemanej spółdzielni miały wygrywać wszystkie spotkania rozgrywane między sobą przed własną publicznością. "Tylko jedno spotkanie na siłę można zakwalifikować do podejrzanych. Z Łucz-Energią prowadziliśmy 2:1 i zawodnik gości w ostatniej minucie z kilku metrów strzelił nad poprzeczką. Ale czy to jest dowód? Chyba śmieszny. A Torpedo u siebie pokonaliśmy 2:0, więc lepiej pretensje niech mają do samych siebie" - dodaje Łągiewka i - jak zaznacza - spokojnie czeka na zakończenie dochodzenia.
Torpedo podobno nie miało szans, gdyż koalicję założyły cztery klubu spoza Moskwy - Łucz-Energia, Krylia Sowietow Samara, Tomsk i Rostów. "Moskwa straciła jeden zespół w ekstraklasie, dlatego zrobiło się tyle szumu. Nikomu nie chce się daleko latać, więc lepiej, żeby spadł ktoś inny. Stolica to stolica" - mówi DZIENNIKOWI Krzysztof Łągiewka, obrońca Krylii.
Trudno powiedzieć, ile było tych ustawionych meczów. Zespoły z domniemanej spółdzielni miały wygrywać wszystkie spotkania rozgrywane między sobą przed własną publicznością. "Tylko jedno spotkanie na siłę można zakwalifikować do podejrzanych. Z Łucz-Energią prowadziliśmy 2:1 i zawodnik gości w ostatniej minucie z kilku metrów strzelił nad poprzeczką. Ale czy to jest dowód? Chyba śmieszny. A Torpedo u siebie pokonaliśmy 2:0, więc lepiej pretensje niech mają do samych siebie" - dodaje Łągiewka i - jak zaznacza - spokojnie czeka na zakończenie dochodzenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|