To były smutne święta dla Tomasza Adamka. Polski bokser spędzał je bez żony i dzieci. "W Wigilię jestem poza domem po raz pierwszy od 30 lat" - mówi DZIENNIKOWI mistrz świata WBC w wadze półciężkiej.
3 lutego w Miami Adamek będzie bronił tytułu w walce z Chadem Dawsonem. Od dwóch tygodni przygotowuje się do niej na Florydzie. Krótki termin do walki spowodował,
że nie mógł na święta polecieć do Polski. Przerwa w treningach byłaby za długa. "Na szczęście Bóg pozwolił mi poznać Ziggiego, u którego mogę spędzić te kilka dni, jak w
rodzinie" - mówi Adamek.
Ziggi Rozalski, doradca pięściarza, zaprosił Polaka do swojej rezydencji, niedaleko Nowego Jorku. "Polskie i amerykańskie święta bardzo sie różnią" - ocenia Tomasz Adamek. "U mnie, w Gilowicach, Wigilię spędza się w domu, z rodziną. A tutaj Wigilia odbyła się w restauracji. Ziggi zaprosił na nią 50 osób, rodzinę i przyjaciół. Był człowiek, który grał na akordeonie. Poprosiłem, by zagrał kolędy, wtedy trochę pośpiewałem. Były życzenia zdrowia, bo to najważniejsze, i oczywiście pokonania Dawsona. Muszę mieć zdrowie i siłę na nastepny rok. Wtedy będzie dobrze.
Na pasterkę do polskiego kościoła Rozalski zawiózł Adamka swoim czarnym rolls royce'em z 1923 roku. "Kiedy zajechaliśmy pod kościół ludzie myśleli, że to kardynał" - śmieje się mistrz świata. Podczas mszy ksiądz ogłosił z ambony, że w kościele jest słynny pięściarz Tomasz Adamek. "Musiałem wstać i ukłonić się. Wszyscy bili mi brawo" - opowiada Polak. "Ksiądz wie, że jestem wierzącym człowiekiem. Powiedział, że często modli się za mnie. Jestem mu wdzięczny, bo modlitwa każdemu jest potrzebna."
W Gilowicach Adamek co roku kolęduje razem z rodziną. Śpiewają góralskie kolędy. Tomasz przygrywa na gitarze. "Nie jestem za dobrym grajkiem. Zwykłym laikiem, gram takie proste melodyjki. W tym roku dziewczyny kolędowały beze mnie. Ale zadzwonił do mnie ksiądz proboszcz z Gilowic. Zaśpiewał piękną góralską kolędę, zagrał na skrzypcach. Wzruszyłem się. Nie mogę sobie pozwolić, by usiąść i płakać, że jestem daleko od rodziny. Święta przeżywam z nimi w sercu" - opowiada Adamek.
Dorota Adamek stara się wspierać męża. Małżeństwem są od 10 lat i po raz pierwszy spędzają święta osobno. "Jest mi bardzo przykro, ale staram się nie dramatyzować. Córki narzekają, że Tomka nie ma. Tłumaczę im, że tata ma taki zawód. Znosimy to bardzo dzielnie. Na szczęście są telefony" - mówi Dorota.
Już we wtorek pięściarz wrócił na Florydę, do trenera Buddy'ego McGirtha. "Przez święta zrobiłem sobie dwa dni wolnego. Więcej nie mogę. Do walki zostało 5 tygodni. To bardzo mało" - mówi Adamek.
Ziggi Rozalski, doradca pięściarza, zaprosił Polaka do swojej rezydencji, niedaleko Nowego Jorku. "Polskie i amerykańskie święta bardzo sie różnią" - ocenia Tomasz Adamek. "U mnie, w Gilowicach, Wigilię spędza się w domu, z rodziną. A tutaj Wigilia odbyła się w restauracji. Ziggi zaprosił na nią 50 osób, rodzinę i przyjaciół. Był człowiek, który grał na akordeonie. Poprosiłem, by zagrał kolędy, wtedy trochę pośpiewałem. Były życzenia zdrowia, bo to najważniejsze, i oczywiście pokonania Dawsona. Muszę mieć zdrowie i siłę na nastepny rok. Wtedy będzie dobrze.
Na pasterkę do polskiego kościoła Rozalski zawiózł Adamka swoim czarnym rolls royce'em z 1923 roku. "Kiedy zajechaliśmy pod kościół ludzie myśleli, że to kardynał" - śmieje się mistrz świata. Podczas mszy ksiądz ogłosił z ambony, że w kościele jest słynny pięściarz Tomasz Adamek. "Musiałem wstać i ukłonić się. Wszyscy bili mi brawo" - opowiada Polak. "Ksiądz wie, że jestem wierzącym człowiekiem. Powiedział, że często modli się za mnie. Jestem mu wdzięczny, bo modlitwa każdemu jest potrzebna."
W Gilowicach Adamek co roku kolęduje razem z rodziną. Śpiewają góralskie kolędy. Tomasz przygrywa na gitarze. "Nie jestem za dobrym grajkiem. Zwykłym laikiem, gram takie proste melodyjki. W tym roku dziewczyny kolędowały beze mnie. Ale zadzwonił do mnie ksiądz proboszcz z Gilowic. Zaśpiewał piękną góralską kolędę, zagrał na skrzypcach. Wzruszyłem się. Nie mogę sobie pozwolić, by usiąść i płakać, że jestem daleko od rodziny. Święta przeżywam z nimi w sercu" - opowiada Adamek.
Dorota Adamek stara się wspierać męża. Małżeństwem są od 10 lat i po raz pierwszy spędzają święta osobno. "Jest mi bardzo przykro, ale staram się nie dramatyzować. Córki narzekają, że Tomka nie ma. Tłumaczę im, że tata ma taki zawód. Znosimy to bardzo dzielnie. Na szczęście są telefony" - mówi Dorota.
Już we wtorek pięściarz wrócił na Florydę, do trenera Buddy'ego McGirtha. "Przez święta zrobiłem sobie dwa dni wolnego. Więcej nie mogę. Do walki zostało 5 tygodni. To bardzo mało" - mówi Adamek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|