Mimo przeciwności, nie poddał się. Jedzie dalej! Krzysztof Hołowczyc w nocy wycofał się z Rajdu Dakar, ale rano zmienił swoją decyzję. Polski kierowca wrócił na trasę. Jednak o dobrą pozycję w końcowej klasyfikacji będzie mu trudno, bo organizatorzy nałożyli na niego 16 godzin kary.
Wczoraj na ósmym etapie rajdu "Hołek" miał pecha od samego startu. Jego samochód zepsuł się już na 14 km odcinka specjalnego. Nasz kierowca
zawadził o kamień. W efekcie w swoim Nissanie Navara uszkodził tylny most. Po kilkugodzinnej naprawie Polak znów ruszył na trasę. Do mety w Tichit dojechał po godz. 3 w nocy. Pokonanie etapu
zabrało mu 16 godzin. Od awarii na 14. kilometrze, po drodze Hołowczyc wyprzedził około 20 samochodów.
Trudno powiedzieć, co się stało dalej. W nocy z niedzieli na poniedziałek nazwisko polskiego kierowcy znalazło się na liście zawodników, którzy wycofali się z rywalizacji. Ale rano Hołowczyc był wśród kierowców, którzy wyruszyli dziś na trasę.
9. etap prowadzi z Tichit do Nema w Mali. Ma 497 km, w tym 494 km odcinka specjalnego.
Trudno powiedzieć, co się stało dalej. W nocy z niedzieli na poniedziałek nazwisko polskiego kierowcy znalazło się na liście zawodników, którzy wycofali się z rywalizacji. Ale rano Hołowczyc był wśród kierowców, którzy wyruszyli dziś na trasę.
9. etap prowadzi z Tichit do Nema w Mali. Ma 497 km, w tym 494 km odcinka specjalnego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl