I nie daj Boże, jeżeli na trasie przytrafi się jakaś awaria i trzeba spędzić pięć godzin w upale sięgającym 40 stopni. Żmudna naprawa auta to dopiero początek. Strata czasu oznacza, że się później dojedzie do mety. A przez to człowiek później się położy do "łóżka", albo nawet wcale.
Bo trzeba przecież poskładać motocykl, samochód czy ciężarówkę. Zawodnik musi mieć pewność, że jeżeli rano ruszy do kolejnego morderczego etapu, to jego maszyna nie odmówi posłuszeństwa. Trzeba więc samemu wszystko dopilnować.
A potem kolejny dzień straszliwej walki w upale. I w każdym momencie może wydarzyć się coś niespodziewanego. A to kamień, który urwie zawieszenie, 30-metrowa metrowa przepaść, której nie wida zanim nie zacznie się spadać... I tak mijają trzy tygodnie ciągłej walki o przetrwanie. Dlatego w Rajdzie Dakar startują tylko prawdziwi twardziele.