To był bardzo ostry mecz między Liskeard i Millbrook. Jeden z obrońców brutalnie sfaulował przeciwnika. Sędzia gwizdnął, sięgnął do kieszeni... I okazało się, że gracz zostanie na boisku. Bo arbiter nie mógł pokazać mu czerwonej kartki. Z przerażeniem w oczach przewracał kieszenie, ale notesu nie było. Wreszcie przypomniał sobie, że dokumenty zostały w domu.
Dlatego wszystkim zawodnikom, którzy faulowali, groziło co najwyżej usłyszenie kilku ostrych słów od sędziego. Okazuje się jednak, że arbiter ma szczęście. Bo władze ligi wybaczyły mu błąd, jak zwykłą ludzką pomyłkę. Okazuje się więc, że nieważne co robi arbiter i tak nic go za to nie spotka. Może w przyszłym sezonie będzie prowadził mecze w polskiej lidze? W końcu nie takie rzeczy nasze boiska widziały