Adam Małysz jest zszokowany po tragicznym wypadku czeskiego skoczka na zawodach w Zakopanem. "Bardzo przybił nas ten upadek" - powiedział nasz zawodnik. I dodał, że mimo tego przykrego zdarzenia zawody powinny zostać dokończone. "Organizatorzy też chyba tego chcieli - dla kibiców, ale po wypadku przestraszyli się" - dodał.
Polski skoczek uważa, że przyczyną upadku Czecha był brak doświadczenia. "Mógł się wybronić po tym silnym podmuchu tylnego wiatru. Trzeba było zakręcić rękami i spadać na plecy" - ocenił Małysz.
I opowiedział o podobnej sytuacji, która kiedyś przydarzyła mu się na skoczni w Zakopanem. "Miałem na Wielkiej Krokwi podobny upadek, udało mi się obrócić na plecy i tylko się poobijałem, koziołkując w dół. A on nawet nie walczył... Wygięło mu nartę, ona złapała powietrze, pociągnęła go za sobą i runął" - stwierdził ze smutkiem polski skoczek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl