Dziennik Gazeta Prawana logo

Poznański wojownik powalczy na Torwarze

19 listopada 2010, 16:20
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Łukasz Szulc będzie walczył na Torwarze
Łukasz Szulc będzie walczył na Torwarze/Inne
Polski zawodnik Łukasz Szulc będzie uczestnikiem 8-osobowego turnieju na zasadach K-1 MAX, który odbędzie się 25 października w hali Torwar w Warszawie. Pochodzący z Poznania fighter jest jednym z kilku obiecujących zawodników młodego pokolenia, jacy pojawili się w ostatnim czasie na zawodowych arenach. Chce wykorzystać swój czas, by zajść wysoko nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Wielu w nim właśnie upatruje "czarnego konia" turnieju, a może bardziej "Czerwonego Smoka", bo tak nazywa się klub, w którym trenuje. Co myśli o tym sam zawodnik?

KOK: Łukasz, to nie jest pierwsza Twoja wielka impreza, walczyłeś jako pierwszy polski zawodnik na oficjalnej gali K-1 MAX na Białorusi a teraz przyjdzie Ci zaprezentować się na własnym polskim ringu. Jakie masz odczucia przed startem?

Łukasz: Witam wszystkich. Jestem dobrej myśli, wierzę że przy odrobienie szczęścia uda mi się zajść wysoko w tym turnieju. Może nawet do finału. Impreza jest ważna i medialna, jest głośno o niej. To bardzo dobre miejsce żeby się pokazać. I to z jak najlepszej strony.

KOK: Na co liczysz w tym turnieju? Interesuje Cię zwycięstwo i dalsze kwalifikacje? Czy raczej traktujesz to jako jednorazowy prestiżowy występ przed polską publicznością?

Łukasz: Chyba jedno i drugie. Wierzę, że dobry występ otworzy mi furtkę dalej i posypią się propozycje. Wiem, że gala powiązana jest z tym co dzieje się światowym K-1 i jeśli wypadnę tu dobrze to może dalej trafię na turniej do Moskwy a stamtąd można wejść do Japonii.

KOK: Ostatnio zanotowałeś trudny występ przegrywając walkę w 15 sekundzie w Nowej Soli co było szokiem, tym bardziej, że wcześniej pokonałeś tego rywala. Czy to Cię nie zniechęca? Tutaj wystąpisz na dużo poważniejszej i mocniej obsadzonej imprezie...

Łukasz: To był czysty przypadek. Byłem murowanym faworytem i zgubiło mnie to. To też pokazuje, iż ten sport to nie szachy i można tu naprawdę mocno oberwać. Zdarzyć się może wszystko. Moim zdaniem to jest piękne w tym sporcie. To pokazało mi, że z każdym mogę przegrać, bo jesteśmy tylko ludźmi. Cieszę się, że to stało się na początku walki niemal w pierwszej akcji. Mariusz Cieśliński, który komentował galę powiedział, że wtedy stawiałby wszystkie pieniądze na mnie a stało się jak się stało... cóż, doszedłem do siebie zrobiłem badania po imprezie i jedziemy dalej...

KOK: Ta turniejowa ósemka jest dość wyrównana. Znasz większość rywali. Czy jest twoim zdaniem jakiś faworyt? Czy ty i Piotrek Kobylański będziecie takimi faworytami?

Łukasz: Na pewno będziemy nimi ze względu na to że bijemy się w Polsce. Na przykład ja przegrałem na Białorusi z Vitaliyem Hurkou tylko dlatego, że walczyliśmy w jego kraju. Wszędzie indziej wygrałbym tę walkę.To może być ważne, ale takim turnieju ciężko wskazać faworyta. To jest często loteria. Ostatni turniej K-1 w Warszawie był tego przykładem. Tomek Sarara toczył piękne walki, potem w finale miał na deskach Estończyka i nagle sam znalazł się deskach bo zadecydowały detale i wszyscy wiemy jak to się skończyło.

KOK: A powiedz, czy obserwując to co działo się na ostatniej gali K-1 MAX w Korei z udziałem Michała Głogowskiego, czy uważasz, że ktoś z tej ósemki może awansować i nawiązać z najlepszymi walkę?

Łukasz: Uważam, że my w Polsce mamy wysoki poziom Kickboxingu i nie mamy się czego wstydzić. Polscy zawodnicy często są lepiej wyszkoleni niż nawet Holendrzy. My w odróżnieniu do szkoły holenderskiej walczymy bardziej cwaniactwem, finezyjnie i lepiej technicznie. Zejścia, zakroki, kontrowanie. Oni tylko uczą przeć do przodu patrzą kto kogo przebije w wymianach ciosów i siłą. To kwestia czasu jak polscy zawodnicy wejdą do czołówki. Tutaj nie ma przypadkowych osób w tym turnieju i wygrać może każdy.

KOK: Jest ktoś kogo obawiasz się w tym turnieju? Cytowany wcześniej Mariusz Cieśliński potwierdził, że np. Rosjanin Tislenko będzie groźny.

Łukasz: Przyznam się, że nie wszystkich udało mi się obejrzeć. Ja widziałem Enriko Gogohia na Białorusi i uważam, że nie jest taki groźny jak twierdzą wszyscy. Tam wygrał pierwszą walkę przez nokaut z Kazachem, potem miał na deskach Vitaliya Hurkou w pierwszej rundzie a potem spuchł. Tlen się skończył i z trudem przetrwał do końca pojedynku. Jednak na początku każdej walki jest groźny - robił takie kombinacje rękoma, że szok!

KOK: Czujesz już presję tego występu? Motywuje Cię to czy nie motywuje?

Łukasz: Ja się cieszę z występu przed swoją polską publicznością. Wierzę, że mi i Piotrkowi doda to wiatru w skrzydła i wypadniemy dobrze.

KOK: Łukasz, jak zachęciłbyś kibiców do przyjścia na tę galę? Co możesz im obiecać, by zechcieli wspierać polskich zawodników?

Łukasz: No cóż... zachęcam wszystkich, bo to będzie gruba impreza, czekają nas bardzo dobre walki, są świetni zawodnicy, a my damy z siebie wszystko. Po prostu tego nie można przegapić!

Dziękujemy za wywiad.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Własne
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj