Dziennik Gazeta Prawana logo

Włoszczowska: W święta pozwalam sobie na więcej

24 grudnia 2010, 12:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Z rodziną i z sympatią spędzi Boże Narodzenie mistrzyni świata w kolarstwie górskim Maja Włoszczowska. Na święta przygotuje ciasto orzechowo-czekoladowe, wafle, sałatkę i przymierza się do pasztetu.

"Wigilię organizujemy z mamą w Jeleniej Górze. Mieszkamy w jednej kamienicy na dwóch piętrach. W tym roku uda się zgromadzić przy stole większe grono, jedenaście osób, jeśli moja sympatia dojedzie z Wrocławia, a za pośrednictwem skype'a połączymy się z tatą w Wielkiej Brytanii" - powiedziała PAP Włoszczowska.

Srebrna medalistka olimpijska lubi przed świętami piec ciasto. "Trudno jest je zachować na święta, bo błyskawicznie znika. Uwielbiam je, ale staram się pilnować wagi i pozwalam sobie na więcej tylko w okresie świątecznym. Sernik i jabłecznik zostawiam do przygotowania niezrównanej w tym babci. Nie zapomnę o spaleniu kalorii. Na pewno pobiegam na nartach" - dodała.

Włoszczowska czuje się wypoczęta i zrelaksowana po trzytygodniowych wakacjach, które spędziła w listopadzie w Indiach i Nepalu.

"Wróciłam zachwycona. Odpoczęłam psychicznie, bo pod względem fizycznym był to intensywny wyjazd. Obejrzałam zabytki Agry - Tadź Mahal i Czerwony Fort, ale większe wrażenie zrobiło na mnie święte miasto Hindusów - Waranasi, gdzie można było dotknąć prawdziwych Indii. Potem pojechaliśmy do Nepalu. Zorganizowaliśmy trzydniową wyprawę trekingową. W tak krótkim czasie nie zajdzie się daleko, ale wdrapaliśmy się na wysokość 3200 metrów. Oglądałam Annapurnę i Daulaghiri o wschodzie słońca. Niezapomniany widok. Na koniec wakacji skok do Goa, nicnierobienie, wylegiwanie się na plaży" - opowiadała.

Na wakacjach Włoszczowska prawie zapomniała o rowerze. "Nie było okazji do pedałowania. Ach, prawda, pożyczyłam rikszę od pewnego sympatycznego Nepalczyka. Indie i Nepal zrobiły na mnie ogromne wrażenie i na pewno kiedyś tam wrócę".

Kończący się rok Włoszczowska ocenia... ambiwalentnie. "To był trudny rok. Pod względem sportowym - najlepszy z dotychczasowych, zostałam mistrzynią świata. Ale z drugiej strony - sukcesy naprawdę dużo mnie kosztowały, ciężko przyszły. Początek sezonu nie był najlepszy. Blisko trzy tygodnie chorowałam, co dla sportowca jest katastrofą. Do tego doszły zawirowania wokół PZKol. (związek ma ogromne kłopoty finansowe - PAP). Wprawdzie nasza grupa znajduje się pod szczególną opieką, ale napięcie dawało się odczuć. W końcu doczekałam się jednak nagrody - złotego medalu mistrzostw świata, który wspaniale smakował" - przyznała.

Jakie plany ma Włoszczowska na przyszły sezon? "Chciałabym, by tęczowa koszulka pojawiała się we wszystkich wyścigach na czele. Najważniejsze będą kwalifikacje do Londynu. Mamy spore szanse, by zakwalifikować na igrzyska dwie dziewczyny. Oczywiście celem są też mistrzostwa świata w Champery, gdzie będę bronić tytułu".

A cele pozasportowe? "Czytać, rozwijać się, być może również pod kątem dziennikarskim, nie jeść słodyczy (śmiech), uczyć się języków. Z tym ostatnim jest gorzej. Już rok temu miałam takie postanowienie, ale wszędzie mogę porozumieć się po angielsku i... lenistwo bierze górę".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj