Jak poinformował prokurator Dariusz Ślepokura z warszawskiej prokuratury okręgowej, dochodzenia zostało wszczęte we wtorek. "Prowadzi je policja pod nadzorem prokuratury. Za czyn ten (naruszenia nietykalności cielesnej) grozi do roku pozbawienia wolności" - dodał.

Po sobotniej porażce Legii z Ruchem Chorzów 2:3 kibice stołecznego zespołu zwymyślali i opluli schodzących do szatni piłkarzy warszawskiej drużyny. Zareagował na to zawodnik Jakub Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział. Gdy piłkarze wyszli ponownie na murawę na pomeczowy trening (rozbieganie), Rzeźniczaka uderzył w twarz prowadzący doping kibiców Piotr Staruchowicz, pseudonim "Staruch".

W poniedziałek minister sportu i turystyki Adam Giersz zwrócił się do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o wszczęcie postępowania w tej sprawie.

To nie pierwszy incydent z udziałem "Starucha". Blisko 1,5 roku temu, po śmierci współwłaściciela klubu Legii Jana Wejcherta, krzyknął na trybunie w kierunku wspólnika zmarłego, Mariusza Waltera: "jeszcze jeden". Wówczas władze klubu nałożyły na niego dwuletni zakaz stadionowy, obiecując jednocześnie, że ten człowiek nie wejdzie już na obiekt przy Łazienkowskiej.

Przed tym sezonem doszło do zakończenia trwającego ponad trzy lata protestu kibiców "wojskowych" (przeciwko właścicielowi klubu). Porozumienie z klubem zakładało jednak utrzymanie w mocy zakazu stadionowego dla "Starucha". Według nieoficjalnych informacji miał to być warunek jedynie tymczasowy, bowiem w trakcie sezonu miała mu zostać przywrócona możliwość wchodzenia na stadion. Kibice Legii domagali się tego w trakcie wrześniowego meczu z Lechem Poznań, kiedy to przez pierwsze 15 minut nie dopingowali swojego zespołu. Osiągnęli cel i Staruchowicz powrócił na stadion prowadząc doping na trybunie zwanej "żyletą".

Po sobotnim incydencie, w poniedziałek doszło do spotkania pomiędzy "Staruchem" i Rzeźniczakiem.

Oświadczenie w tej sprawie, po spotkaniu, wydawało Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa. "Obie strony stwierdziły, że działały w afekcie - jeden za dużo powiedział, a drugi nie był w stanie powstrzymać się od czynu, który nie powinien mieć miejsca (...). Stowarzyszenie wyraża satysfakcję z tego, że zarówno dla piłkarza, jak i kibica dobro Legii stoi na pierwszym miejscu" - napisano w nim.

Z kolei władze stołecznego klubu zdecydowały o przywróceniu orzeczonego wobec Piotra Staruchowicza dwuletniego klubowego zakazu stadionowego. Decyzja ta oznacza jednak, że "Staruch" będzie mógł wrócić na stadion już za rok. "Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji, jak przywrócenie zakazu udziału w imprezach organizowanych na naszym stadionie. Żałujemy, że mimo dobrej woli z naszej strony oraz wstawiennictwa wielu osób, w tym polityków i stołecznych samorządowców, pan Staruchowicz po raz kolejny dopuścił się zachowania, które spotka się zawsze z naszą zdecydowaną reakcją" - powiedział prezes Legii Paweł Kosmala.

Sobotni incydent zostanie również przeanalizowany przez Ekstraklasę SA.