Dziennik Gazeta Prawana logo

"Staruch" twardy tylko na trybunach. Przed sądem "wymiękł"

28 kwietnia 2011, 19:26
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Staruch" twardy tylko na trybunach. Przed sądem "wymiękł"
YouTube
Na stadionie zgrywa twardziela. Z ogoloną głową, rozebrany do pasa dumnie prezentuje swój obwisły brzuch co i rusz intonując klubowe przyśpiewki. Jednak, gdy przyszło stawić się przed sądem nagle stadionowego zapiewajłę dopadła niemoc. Może to słynny wirus filipiński?

Dopiero za miesiąc stołeczny sąd rozpozna apelację ws. zakazu stadionowego nałożonego na Piotra S., "Starucha" - nieformalnego przywódcę kibiców Legii Warszawa, skazanego za hasła obraźliwe dla właścicieli klubu. Powodem opóźnienia jest choroba obwinionego.

Sędzia odroczył rozprawę, ale jednocześnie wystąpił o "natychmiastowe" przesłanie do sądu dokumentacji medycznej Piotra S.

Sprawa dotyczy zdarzeń z października zeszłego roku, gdy przed meczem Legii Warszawa z Ruchem Chorzów spiker prosił o uczczenie chwilą ciszy pamięci zmarłego Jana Wejcherta, jednego z założycieli władającej Legią spółki ITI. "Staruch" jako wodzirej kibiców zaintonował wtedy okrzyk "Jeszcze jeden!", adresowany do Mariusza Waltera, drugiego ze współwłaścicieli. Krzyczeć nie przestał mimo interwencji służb porządkowych. Ochroniarze siłą wyprowadzili go ze stadionu.

Postępowanie wobec Piotra S. prowadziła policja, która zarzuciła mu złamanie ustawy o imprezach masowych. W tym trybie w grudniu zeszłego roku warszawski sąd rejonowy nałożył na niego 2 tys. zł grzywny i dwuletni zakaz wstępu na mecze Legii w stolicy. S. odwołał się od tego orzeczenia do sądu okręgowego.

Apelacja "Starucha" miała być rozpatrzona w maju, ale na początku kwietnia termin został o miesiąc przyśpieszony, a sprawa znalazła się w szczególnym zainteresowaniu ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, który objął ją "nadzorem administracyjnym". Ponadto minister zobowiązał prezesa sądu do złożenia pisemnej informacji o przebiegu tego postępowania.

W czwartek okazało się jednak, że sprawa zostanie rozpoznana tak jak pierwotnie planowano, czyli pod koniec maja. Obrońca Piotra S., mec. Zbigniew Jewdokin przedłożył bowiem w sądzie zaświadczenie, że jego klient od środy przebywa w szpitalu. Sąd ogłosił półgodzinną przerwę, podczas której postanowił zweryfikować to zaświadczenie. "Udało się ustalić, że S. zgłosił się 27 kwietnia do szpitala z zakażeniem górnych dróg oddechowych" - powiedział po przerwie sędzia Janusz Cieszko.

"Sąd dokona czynności zmierzających do zweryfikowania, czy ta hospitalizacja była konieczna" - zapowiedział Cieszko. Sprawa powróci na wokandę 26 maja.

Niezależnie od postępowania sądowego, po zdarzeniach z października, klub - wyrażając oburzenie wobec takiej postawy swego kibica - nałożył na niego dwuletni zakaz stadionowy obiecując jednocześnie, że nie wejdzie on już na obiekt przy Łazienkowskiej. Później zakaz ten został jednak zawieszony.

Zakaz stadionowy, tym razem w związku z inną sprawą, na Piotra S. nałożyła ostatnio także prokuratura. S. usłyszał przed świętami zarzut naruszenia nietykalności cielesnej piłkarza warszawskiej Legii. Grozi mu za to do roku więzienia.

Ta sprawa dotyczy zdarzenia z początku kwietnia, gdy po porażce Legii z Ruchem Chorzów kibice stołecznego zespołu zwymyślali i opluli schodzących do szatni piłkarzy warszawskiej drużyny. Zareagował na to zawodnik Jakub Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział. Gdy piłkarze wyszli ponownie na murawę na pomeczowy trening, Rzeźniczaka uderzył w twarz prowadzący doping kibiców "Staruch". Zdarzenie zarejestrowała kamera, a nagranie opublikowano w internecie, pokazały je także media.

Policja informowała, że Piotr S. nie przyznał się w tej sprawie do winy. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście nadal prowadzi postępowanie. Władze stołecznego klubu zdecydowały o przywróceniu orzeczonego wobec S. dwuletniego klubowego zakazu stadionowego, który był zawieszony. "Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji" - wyjaśniał prezes Legii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj