"Nie możemy dopuszczać, aby wulgarne słowa padały pod adresem kogokolwiek, dla takich zachowań nie ma akceptacji. Represja karna w tym zakresie musi ulec zaostrzeniu" - uzasadniał sędzia warszawskiego sądu okręgowego Janusz Cieszko. Dodał, że ma nadzieję, iż sądy rejonowe będą orzekały kolejne zakazy stadionowe wobec osób niepodporządkowujących się poleceniom służb porządkowych.

"Bez zdecydowanej reakcji będziemy mieli problemy na Euro 2012" - mówił sędzia. Podkreślił, że zakaz orzeczony wobec "Starucha" jest "absolutnie zasadny".

Reprezentujący Piotra S. mec. Adam Woźny mówił, wnioskując wcześniej o odesłanie sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji, że nie można patrzeć na ten proces pod kątem dnia dzisiejszego i medialnych doniesień. "Niech sąd nie idzie tropem nagonki na Piotra S." - apelował. Wnioskował także o przesłuchanie w sprawie prezesa Legii.

Po raz pierwszy apelacja w tej sprawie miała być już rozpoznana w końcu kwietnia. Wówczas obrońca S. przedłożył zaświadczenie, że jego klient przebywa w szpitalu "z zakażeniem górnych dróg oddechowych". W maju obrońca S. poinformował sąd, że jego klient uległ wypadkowi, ma złamanie dłoni, przeszedł operację i ma zwolnienie do 26 czerwca. "Był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności, natomiast mój klient sam złożył apelację i chce uczestniczyć w rozprawie" - zapewniał. Wtedy sąd zdecydował się, w związku z tym zwolnieniem, wezwać na czerwcową rozprawę biegłego lekarza.

W środę sędzia pytał lekarza, czy "teoretycznie Piotr S. mógł stawić się przed sądem". "Gońcy sądowi z wezwaniem o terminie sprawy w domu go nie zastali, czyli może się poruszać, nogi ma sprawne" - pytał sędzia. Lekarz odpowiedział, że obwiniony może opuszczać dom, a dawki leków przeciwbólowych, jakie powinien przyjmować, nie powinny powodować zaburzeń percepcji. "W związku z faktem, że stawiennictwo obwinionego nie jest obowiązkowe, a biegły nie wykluczył możliwości takiego stawiennictwa, sąd postanowił rozpoznać apelację w dniu dzisiejszym" - zdecydował sędzia.

Sprawa dotyczyła zdarzeń z października 2009 roku, gdy przed meczem Legii Warszawa z Ruchem Chorzów spiker prosił o uczczenie chwilą ciszy pamięci Jana Wejcherta, jednego z założycieli władającej Legią spółki ITI. "Staruch" jako wodzirej kibiców zaintonował wtedy okrzyk "Jeszcze jeden!", adresowany do Mariusza Waltera, drugiego ze współwłaścicieli. Krzyczeć nie przestał mimo interwencji służb porządkowych, nie podporządkował się poleceniom służb porządkowych. Ochroniarze siłą wyprowadzili go ze stadionu.

Postępowanie wobec Piotra S. prowadziła policja, która zarzuciła mu złamanie ustawy o imprezach masowych. W tym trybie w grudniu zeszłego roku warszawski sąd rejonowy nałożył na niego 2 tys. zł grzywny i dwuletni zakaz wstępu na mecze Legii w stolicy. S. odwołał się od tego orzeczenia do sądu okręgowego. Sprawa ta znalazła się w szczególnym zainteresowaniu ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, który objął ją "nadzorem administracyjnym". Ponadto minister zobowiązał prezesa sądu do złożenia pisemnej informacji o przebiegu tego postępowania.

Niezależnie od postępowania sądowego, po zdarzeniach z października 2009 r., klub - wyrażając oburzenie wobec takiej postawy swego kibica - nałożył na niego dwuletni zakaz stadionowy, zapowiadając jednocześnie, że nie wejdzie on już na obiekt przy Łazienkowskiej. W trakcie sezonu miano mu jednak przywrócić możliwość wchodzenia na stadion.

W końcu maja warszawska prokuratura przesłała natomiast do sądu akt oskarżenia przeciwko "Staruchowi" w związku z innym zdarzeniem. Po jednym z meczów "Staruch" uderzył w twarz piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka. Grozi mu za to do roku więzienia.

Ta sprawa dotyczy wypadków z początku kwietnia, gdy po porażce Legii z Ruchem Chorzów kibice stołecznego zespołu zwymyślali i opluli schodzących do szatni piłkarzy warszawskiej drużyny. Zareagował na to Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział. Gdy piłkarze wyszli ponownie na murawę na pomeczowy trening, Rzeźniczaka uderzył w twarz prowadzący doping kibiców "Staruch". Zdarzenie zarejestrowała kamera, a nagranie opublikowano w internecie, pokazały je także media.

Policja informowała, że Piotr S. nie przyznał się w tej sprawie do winy. Władze stołecznego klubu zdecydowały już wcześniej o przywróceniu orzeczonego wobec S. dwuletniego klubowego zakazu stadionowego. "Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji" - wyjaśniał prezes Legii.

"Staruch" został też zatrzymany przez policję w czasie akcji przeciwko chuliganom, którzy brali udział w zamieszkach - 3 maja - na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy, po finałowym meczu Pucharu Polski, w którym Legia grała z Lechem Poznań. W związku z tą sprawą S. usłyszał zarzut wtargnięcia na murawę i ma dozór policyjny.