"Zadam retoryczne pytanie: czy można bardziej zawalić mecz tenisowy, jak dzisiaj Agnieszka z Szarapową? Otóż nie można. W karierze Agnieszki jest to któryś już mecz zawalony, a bardziej zawalić nie można. Powinno się go szkoleniowo puszczać młodym zawodnikom, by wiedzieli, jak można wypuścić z ręki wygrany mecz" - mówił po spotkaniu ojciec i trener krakowskiej tenisistki Robert Radwański.

"Przypomnę, mogła go dzisiaj wygrać w dwóch setach, stosunkowo gładko, nawet 6:1, 6:3, jakby ktoś sobie optymistycznie policzył co się działo i w pierwszym i w drugim secie. Choćby w pierwszym prowadziła 4:1 i w dwóch kolejnych gemach miała przewagi. Agnieszka jest tak mało odporna psychicznie i czas wreszcie obalić ten mit, że jest odwrotnie. Tak już od dawna nie jest, wystarczy policzyć przegrane mecze z takich stanów" - dodał.

W pierwszym secie Polka prowadziła 4:1 i w kolejnym gemie 40-15, ale pozwoliła rywalce wyrównać, a później przegrała w tie-breaku 5-7.

Natomiast w drugiej partii odskoczyła na 5:3 i 40-15, ale nie wykorzystała dwóch okazji na jej zakończenie. W następnym gemie uciekły jej trzy następne, bo prowadziła 40-0 przy własnym serwisie, a w pięciu kolejnych wymianach trafiała w siatkę. Nie zdobyła już gema.

"Cóż, w tej sytuacji przydałby się chyba psycholog sportowy lub ktoś w tym stylu, może oddział zamknięty - nie mylić z tą grupą muzyczną. Niestety, źle się dzieje w państwie duńskim. Iśka nie jest w stanie wygrać meczu pod presją, z roku na rok jest z tym coraz gorzej" - powiedział Radwański.

Zaznaczył, że choć córka umie grać w tenisa, to nie potrafi tego sprzedać, więc trzeba zacząć temu przeciwdziałać.

"Czasami zachowuje się jak mała dziewczynka, która boi się wszystkiego i wszystkich. Chyba genetycznie jest strachliwa. Pewnie po tatusiu, byłym komandosie, który ma wyćwiczone to, że może uciec w każdej chwili na pozycje z góry upatrzone. No nie można przegrać dwunastu piłek pod rząd, poddawać się i patrzeć na buty, jak w ostatnich gemach" - mówił.


Jak podkreślił, nie ma dobrego słowa, gdyż drabinka tak się korzystnie ułożyła, że po Szarapowej były słabsze rywalki, więc można było nawet cały turniej wygrać.

"Ale znowu presja, znowu coś się w głowie obudziło i porażka. Pojedziemy do Krakowa, będziemy trenować, a przyjdzie kolejny turniej i znowu będzie porażka w ważnym meczu. Nie wiem co robić, nie trafia do niej to, co mówię. Na pewno tata musi zacząć współpracować z psychiatrą, szczególnie po takich meczach, a co do Agnieszki zobaczymy. Ja mogę nauczyć forhendu, bekhendu i serwisu, ale ja głowy nie zmienię i mogę się tylko poddać" - zaznaczył.

Na pomeczowej konferencji prasowej Radwańska stwierdziła, że przyzwyczaiła się do emocjonalnych reakcji i krytyki ze strony ojca.

"Tata cały czas się tylko wścieka, a łatwo jest mówić i krytykować siedząc na kanapie przed telewizorem, albo na trybunach. To kwestia jego charakteru, bo u niego wszystko jest na nie. Ja już do tego przywykłam, bo żyję z tym od 17 lat. Ojca nie zmienię, jego charakteru również, no trenera w sumie zawsze można. Coś takiego może rzeczywiście kiedyś nastąpi, może nie całkowicie, a częściowo, ale jeszcze nie teraz. Na razie będziemy trochę mieszać" - powiedziała Radwańska.

Polka wraca w środę do Krakowa; po kilku dniach treningów ruszy do Anglii, gdzie od 12 czerwca będzie grała w turnieju WTA w Eastbourne. Będzie jej tam towarzyszył kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach Fed Cup Tomasz Wiktorowski. Natomiast ojciec dołączy do niej dopiero podczas kolejnej imprezy zaliczanej do Wielkiego Szlema - Wimbledonu.