"Napisałem tylko do Wadeckiego SMS: <po co ta farsa i po co truje mi tyłek>. Rozmawialiśmy dwa dni temu i wszystko było w porządku" - żali się Sylwester Szmyd w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Piotr Wadecki broni swoich racji. "Uważam, że ci, których wybrałem, są aktualnie w najlepszej formie. A Szmyd to nie jest zawodnik na wycigi jednodniowe" - przekonuje trener reprezentacji.
Kolarz ekipy Lampre-Fondital nie rozumie szkoleniowca. "Przecież ja jestem w składzie swojej grupy na najcięższe klasyki w ProTour. Ale może są lepsi. Marcin Sapa wygrał Pomorski Klasyk, więc, jak sama nazwa mówi, jest specjalistą od klasyków. Może jest tak, że mamy 60 ludzi, którzy super zasuwają, a ci wszyscy prezesi i selekcjonerzy muszą wybrać najlepszych" - ironizuje Szmyd.
W każdym razie kolarz ma już dość. "To chyba koniec mojej przygody z kadrą. Przynajmniej na razie" - tłumaczy Sylwester Szmyd.