Mariusz Pudzianowski nie przejął się obrzydliwymi zagrywkami amerykańskich sędziów. Bez problemów zdobył czwarty w karierze tytuł mistrza świata strongmanów, chociaż Amerykanie robili, co mogli, żeby go wyprowadzić z równowagi. Zupełnie jak podczas pamiętnego turnieju w czerwcu, kiedy perfidnie go oszukali.
"Pudzian" robił, co mógł, żeby się opanować na zawodach w Kalifornii. "Mój ojciec, który był oficjalnie w Los Angeles moim trenerem, nie był wpuszczany na rozgrzewkę, by rozmasować mi mięśnie. Dopiero po ostrej reakcji zmienili nastawienie" - opowiada "Super Expressowi" najsilniejszy człowiek świata.
Takich szczegółów było od groma. Ale Mariusza Pudzianowskiego najbardziej zdenerwowało to, że po zawodach nie mógł posłuchać Mazurka Dąbrowskiego. "Ale czemu tu się dziwić? Przez kilka godzin flaga wisiała w drugą stronę, więc przez ten czas byliśmy reprezentantami Indonezji" - ironizuje "Pudzian".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane