Jak określiłby pan to, co przytrafiło się Nikołajowi Dawidience w czasie meczu z Marinem Ciliciem w Sankt Petersburgu?
Grał w nowych butach i zaczęła go boleć noga. Dlatego miał kłopoty z bieganiem i nie mógł utrzymać serwisu, to wszystko.

Słyszał pan kiedyś o ukaraniu tenisisty za to, że za mało się starał, by wygrać?
Nigdy. Myślę, że to zupełne szaleństwo ze strony sędziego. Rozmawiałem na ten temat z przedstawicielami ATP. Ta kara nabiera szczególnego znaczenia teraz, kiedy toczy się śledztwo w sprawie nielegalnych zakładów bukmacherskich. Wiem od osób, które badają tę sprawę, że do tej pory nie znaleziono żadnych dowodów łączących Nikołaja z tamtą sytuacją z Sopotu. Z drugiej strony, ku mojemu zaskoczeniu, pojawiają się kolejni gracze, którzy mówią, że mieli propozycje obstawiania, wpływania na wyniki meczów. Myślę, że ATP powinna przyjrzeć się uważniej tym przypadkom, zamiast piętnować zawodnika z czołówki, który na dodatek był w Sankt Petersburgu najwyżej rozstawiony i chciał wygrać cały turniej. Ale przecież nie jest maszyną. Zresztą nawet maszyny się psują. W Formule 1 wystarczy mała awaria bolidu i cały wyścig na nic.

Czy można to uznać za sytuację kryzysową w karierze Dawidienki?
Na pewno nie jest mu łatwo. Gdziekolwiek pojedzie, ludzie zadają mu te same pytania, na które nie umie odpowiedzieć. Przecież nikt nie proponował mu obstawiania meczów, on nie ma z tym nic wspólnego. Z drugiej strony jest bardzo delikatnym zawodnikiem i zawsze może przytrafić mu się jakaś kontuzja. Zwłaszcza pod kobiec sezonu. Od czasu turnieju w Sopocie wszystko, co przytrafi się Nikołajowi, bywa przedstawiane w złym świetle. Trudno w takich warunkach o koncentrację przed dwoma ostatnimi turniejami w roku - Masters Series w Paryżu, gdzie Kola będzie bronić tytułu, i prestiżowym Masters Cup w Szanghaju. Ale Nikołaj trzyma się dzielnie.

Co zamierza pan zrobić, żeby poprawić wizerunek Dawidienki?
Po pierwsze musimy poczekać na zakończenie obecnego dochodzenia. ATP będzie jeszcze w tej sprawie rozmawiać z żoną Nikołaja i z jego bratem. Potem spodziewamy się, że władze tenisa zajmą jasne stanowisko i oczyszczą go z zarzutów. Wtedy będziemy musieli zastanowić się nad stratami, jakie Dawidienko poniósł na kontraktach reklamowych. W tym czasie miał wiele dobrych turniejów, był w półfinale US Open, wygrał w Moskwie, ale jego wizerunek ucierpiał.

Zamierzacie pójść do sądu?
Zdecydowanie. Sprawa na pewno będzie miała dalszy ciąg. Okaże się jeszcze, czy wystąpimy przeciwko ATP, czy przeciwko Betfair. Jestem nieco zaskoczony, że ta firma nie przestaje wypuszczać informacji prasowych, które łączą Nikołaja z nielegalnymi zakładami.

Image nigdy nie był mocną stroną Dawidienki. Jeszcze niedawno był jedynym tenisistą z pierwszej dziesiątki, który nie miał oficjalnego sponsora. Grał w koszulce bez loga sponsorów.
Uważam, że historia jego kariery jest pasjonująca. W młodym wieku wyjechał z kraju i walczył z wieloma przeciwnościami, żeby dojść na szczyt. Sam finansował swoje treningi, nie miał wsparcia ani rosyjskiej federacji, ani sponsorów. Właśnie taki obraz Nikołaja trzeba przypomnieć - skromnego chłopaka, który na wszystko sam ciężko zapracował i za to należy mu się szacunek.