Złotymi zgłoskami powinnismy zapisać daty 22 czerwca 1982 roku i 12 kwietnia 1989 roku, wtedy bowiem zdobywaliśmy tytuły mistrzowskie. O pierwszym triumfie przesądziła wygrana 5:1 z Peru - według tradycyjnej historii piłki, grupowy mecz w mistrzostwach świata w Hiszpanii. Po drugi tytuł sięgnęliśmy wygrywając w Warszawie z Rumunią 2:1. Gola na wagę mistrzostwa strzelił w 58. minucie Ryszard Tarasiewicz, a selekcjonerem był wówczas Wojciech Łazarek. W annałach polskiej piłki ten mecz traktowany jest jednak tylko jako zwykłe spotkanie towarzyskie, a Łazarek do dziś uchodzi za jednego z najgorszych selekcjonerów...

No dobrze, ale o co w ogóle chodzi? Co to za bzdury? Idea Nieoficjalnych Mistrzostw Świata (NMŚ) narodziła się w głowach zwariowanych na punkcie futbolu szkockich kibiców pod przywództwem Paula Browna. Cofnęli się oni do pierwszego kiedykolwiek rozegranego oficjalnego meczu międzypaństwowego -czyli do 30 listopada 1872 roku i spotkania Anglii ze Szkocją. Uznali, że zwycięzca spotkania zostaje pierwszym nieoficjalnym mistrzem świata. Niestety historyczny mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Pierwszy nieoficjalny mistrz świata został więc wyłoniony dopiero w drugim meczu międzypaństwowym - 8 marca 1873 roku, a naprzeciw siebie znowu stanęły te same drużyny. Anglia wygrała 4:2. Tym samym wyłoniono pierwszego mistrza.

Idea jest prosta i wzorowana na walkach bokserskich. Ten kto zdobędzie tytuł broni go w najbliższym meczu. Jeżeli wygra, dalej jest mistrzem. W przypadku przegranej nieoficjalny tytuł przechodzi na konto pretendenta. Tak więc Anglia swojego tyułu broniła rok później - w trzecim meczu międzypanstwowym, oczywiście ze Szkocją. Przegrywając 1:2, straciła mistrzostwo - pisze DZIENNIK.

Do roku 1930, kiedy futbol był cały czas sprawą tylko wewnątrzbrytyjską, NMŚ zodbywały na przemian Anglia ze Szkocją. Po raz pierwszy tytuł przeszedł w inne - ale także wyspiarskie - ręce dopiero w 1907 roku, kiedy ówczesny mistrz (Szkocja) przegrał 0:1 z Walią.

16 maja 1931 roku tytuł po raz pierwszy zawędrował na Stary Kontynent, gdy Szkocja przegrała 0:5 z Austrią we Wiedniu. Teraz mistrzem jest Grecja, która tytuł przejęła od Turków po wygranej 1:0 w październiku w Stambule. Od tamtego czasu Grecy dwukrotnie zdołali obronić NMŚ. Najpierw pokonując Maltę, a ostatnio Węgrów - wszystkie te mecze miały miejsce w ramach eliminacji Euro 2008. Najbliższy mecz towarzyski Greków (wciąż nie ma ustalonego przeciwnika) będzie więc kolejną walką o tytuł.

Do działalności fanatyków z NMŚ pozytywnie odnoszą się działacze FIFA, którzy nawet wysłali specjalna depeszę z poparciem: "Jak długo futbol daje ludziom rozrywkę, nikt nie jest obrażany i poniżany, oraz przestrzegane są przepisy gry w piłkę i sportowa etyka, FIFA jest bardziej niż szczęśliwa. Życzymy wszystkim fanom NMŚ dużo zabawy!” - czytamy w oświadczeniu.

Co ciekawe nieoficjalne mistrzostwo świata zdobyły już drużyny z wszystkich zamieszkanych przez ludzi kontynentów. Najmniejszym państwem, które dzierżyło ten zaszczytny tutuł były Antyle Holenderskie. W 1963 roku piłkarze z tego kraju, który liczy tylko 183 tysiące mieszkańców, pokonali óczesnego mistrza - ponad 100 milionowy Meksyk 2:1. Aż szkoda, że nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że to mecz o NMŚ, bo możnaby odegrać hymn narodowy Antyli, zatytułowany.... "Hymn bez tytułu” (nie wierzycie?, sprawdzcie) - sugeruje DZIENNIK.

Innym klasycznym meczem w historii NMŚ była bitwa między Anglią a Niemcami na Wembley w 1966 roku. Gola na wagę tytułu zdobył dopiero w dogrywce Geoff Hurst... Brzmi znajomo? No jasne, akurat tak się złożyło, że Anglicy wygrywając zdobyli nie tylko NMŚ, ale także ten jak najbardziej oficjalny tytuł. Był to bowiem finał mistrztostw świata. Podobnie było zresztą w 1958 roku i finale Brazylii ze Szwecją.

Zabawa przednia, nadająca z pozoru nieistotnym meczom nagle wielkie znaczenie. Podziwiać należy także trud niesamowitych ludzi pod dowództwem Browna, którzy mecz po meczu prześledzili całą historię piłki nożnej. I napisali swoją!