Oh, mam bardzo długą listę (śmiech). Zacząłbym od rodziny, która wspierała mnie w najtrudniejszych chwilach, a skończyłbym na Bogu.
Nie jestem inny niż miliony moich równieśników. Jeśli mnie nazywa się „złotym chłopcem”, to na innych też powinno się tak mówić. Wierzę w bardzo proste wartości w
życiu, takie jak rodzina, czy lojalność. Pomoga mi w tym wszystkim wiara w Boga. Mam jednak i swoje wady. Taki złoty, to ja nie jestem.
Nie, pracę mam we krwi. Ciągle stawiam sobie coraz wyższe cele. Poprzeczka jest już tak wysoko postawiona, że trudno ją dojrzeć (śmiech). Nawet mecze ze słabymi rywalami nie męczą mnie
psychicznie. Kocham ten sport, więc wszystko przychodzi mi łatwiej. I trenuję z przyjemnością, i gram z uśmiechem na ustach.
Nie zamierzam zatrzymywać się na tej jednej. Codziennie w ośrodku treningowym w Milanello patrzę na gablotę z pucharami i zazdroszczę Marco. Na razie żyję w cieniu jego dokonań, ale wkrótce to się zmieni.
Trochę. Miałem kilku idoli. Na początku był nim Rai. Grał w moim byłym klubie, Sao Paulo, wszyscy tam szaleliśmy na jego punkcie. Potem zacząłem podziwiać Ronaldo, tego z PSV i z Barcelony.
Byłem młody i podatny na wpływy, a Ronaldo mnie wręcz zaczarował. Czasami nie mogę uwierzyć, że gram w tym samym klubie co on. Ma wielką mądrość życiową. Daje mi mnóstwo rad, a ja mu
zawsze odpowiadam: „Powinieneś odpoczywać, nie przemęczaj się. I kładź się wcześnie spać!” (śmiech).
Jeszcze nie. Nie zdążył. Z tego co wiem, spośród Brazylijczyków tylko Rivaldo, Ronaldo i Ronaldinho zdobywali Złotą Piłkę. Jestem dumny, że mam to samo trofeum, co oni.
Rzeczywiście. Słyszałem, że jestem w pierwszej trójce. Na razie jednak o tym nie myślę. Koncentruję się teraz na klubowych mistrzostwach świata w Japonii. Jak je wygramy, będę o jedno
trofeum bliżej van Bastena.
Po prostu gram w lepszym klubie. W maju zdobyliśmy Puchar Europy. Ronaldo, którego bardzo doceniam, pokonałem w meczach z Manchesterem United. Messi natomiast ani nie wygrał ligi hiszpańskiej,
ani nie zdobył żadnego europejskiego pucharu. To zadecydowało. Tak naprawdę nie czuję się lepszy od nikogo, nie trzymam głowy w chmurach. Osobiście głosowałbym na Andreę Pirlo, on wyczynia
cuda z piłką. Jest defensywnym pomocnikiem, a nie napastnikiem, dlatego ludzie go niedoceniają. Dla mnie to niesamowite, że zajął dopiero piąte miejsce w klasyfikacji.
Tyle ile za niego chcą. A Milan nie chce mnie sprzedać. Wcale to jednak nie znaczy, że jestem bezcenny. Po prostu nie ma nikogo na moje miejsce. Podobno Real mnie chce, ale to z Milanem
zwyciężam i zdobywam trofea, klub o mnie dba, a mediolańscy fani lubią. Zbyt dużo zawdzięczam tej drużynie i temu miastu, aby odchodzić. Chcę stać się symbolem Milanu, dlatego nie
zamierzam zmieniać barw. Mój los jest w rękach Boga i właśnie tego klubu. Nigdy nawet nie sugerowałem, że zamierzam odejść. To gazety o tym plotkowały.
To nie było żadne ultimatum, ani żaden szantaż. Chciałem tylko dać dobrą radę, ostrzec. Moje sława świadczyły tylko o wielkim przywiązaniu do Włoch i tamtejszej ligi. Nie zamierzam
nigdzie odchodzić, chcę tylko, aby sytuacja się unormalizowała, żeby wszystko wróciło do normy. Kocham Włochy, los tego kraju leży mi na sercu.