Tak przynajmniej twierdzą władze Columbus Crew, klubu z amerykańskiej MSL, do którego miał trafić reprezentant Polski. "Czekaliśmy na niego, a on nie przyjechał" - żalą się władze Columbus. Tymczasem sprytny Polak zostawił sobie jeszcze jedną furtkę i zamiast do Stanów Zjednoczonych, trafił ostatecznie do greckiej Larissy. A o transferze Amerykanie dowiedzieli się... z internetu!
Żurawski miał być w USA w ostatnich dniach stycznia. Nie pojawił się. Pierwszego lutego w amerykańskim klubie królował szok i niedowierzanie. Oto menedżer Crew wszedł na stronę Celtiku i przeczytał o transferze Żurawskiego... do Grecji. Takie zachowanie piłkarza srodze rozczarowało niedoszłych pracodawców.
"Naprawdę nie wiemy, co się stało. Najbardziej irytuje mnie to, że nie odebraliśmy żadnego telefonu, dzięki któremu moglibyśmy dowiedzieć się o innej ofercie dla Żurawskiego" - powiedział zdenerwowany McCullers, a zacytował go serwis sport.pl.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|